Soczewki kontaktowe twarde u dzieci, czyli niedoświadczonych rodziców przygody.

Nawet nie wiem od czego zacząć porównanie tak nieporównywalnych wizyt w dwóch zajmujących się tym samym (ale nie tak samo) ośrodkach okulistycznych.

Wrocław vs Warszawa
Wiele dzieci trafia najpierw tak jak my do Warszawy. Pionierska w dobieraniu niemowlakom soczewek twardych przychodnia pamięta czasy początku swojej działalności (25 lat) i choć ówczesnych zasług nie można jej odebrać, dziś straszy ponurą poczekalnią, brudnymi zabawkami, niespełniającą standardów toaletą, mało profesjonalną recepcją i obrażoną na pacjentów Panią Doktor.
W zestawieniu z wrocławską nowoczesną kliniką okulistyczną:  piętrową, wyposażoną w windę, piękne, kolorowe poczekalnie, czyste toalety, przemyślane zabawki, kącik dla mamy z dzieckiem, pomocne panie w recepcji i uśmiechnięte oraz cierpliwie dwie (aż!) Panie Doktorki, Warszawa już w pierwszym wrażeniu wypada słabo.

Kolejne różnice widać podczas badania.

Zacznijmy od tego, że dzieci to specyficzni pacjenci wymagający nieraz niezwykłych pokładów cierpliwości i nieskończonego zapasu uśmiechu. Choć przy warszawskim gabinecie przeczytamy informację o tym, że każdy pacjent jest inny i wymaga innej  porcji cennego czasu  (dlatego prosi się współpacjentów o wyrozumiałość) Sama Pani Doktor, raczej nie wykazuje się cierpliwością, narzekając zarówno na rozkojarzone, odmawiające współpracy przy badaniu dziecko, jak i zdenerwowanych, nieradzących sobie z wkładaniem soczewki rodziców. Od początku wizyty czuliśmy się więc niemile widziani, choć za zostawioną górę kasy spodziewaliśmy się spokoju, a nawet wspólnej kawy ;)
Pani Doktor zmuszona przez napierające do poczekalni tłumy zbadała oczka Teosia tylko w zakresie koniecznym do sprzedaży soczewki (wada + rozmiar) i dość niespójnie i bardzo pobieżnie odpowiedziała na przygotowany przez nas zestaw pytań.
(o tyle niespójnie, że odpowiadając na te same pytania podczas pierwszej i drugiej wizyty udzieliła dwóch różnych odpowiedzi!).
Dla odmiany Wrocław: Po pierwsze Panie Doktorki są aż dwie (jedna dobiera soczewkę do wady i wielkości oka, a druga bada oczka, szukając ewentualnej przyczyny krótkowzroczności i cierpliwie, rzeczowo odpowiadając na wszystkie wątpliwości rodziców). Teo zmęczony długą podróżą, marudził jak nigdy dotąd, ale poza mamą, nikt się tym nie przejmował. Tyle razy ile to było konieczne robiliśmy przerwę i zmienialiśmy lokalizację (Teoś był więc badany na wszystkich możliwych krzesłach i stołach w gabinecie oraz poczekalni) i choć my nie mieliśmy już siły,lekarki były nieugięte w konieczności pełnego zbadania małych oczu.
Komplet badań, komplet informacji, możliwość przymierzenia soczewki o podobnych parametrach i przetestowanie jej w zabawie… w końcu wyszłam z gabinetu nasycona potrzebną wiedzą i może przestanę zasypywać pytaniami zaprzyjaźnioną ciocię Dorotę z wydawnictwa Oculino.
I wreszcie ostatnie, ale dla większości równie ważne: ceny.
I tu znów wygrywa Wrocław. Same ceny soczewek może nieznacznie się różnią. Te z Warszawy są o 100 zł droższe, ale za to wraz z soczewką dostaje się niezbędny początkowy ekwipunek- czego nie otrzymaliśmy we Wrocławiu.
Za to w przypadku wizyty oszczędzamy już bardzo wiele. Wrocław, wizyta niemowlaka zawiera kopmleksowe badanie wzroku:  badanie komputerowe, dokładne badanie gałki ocznej, ciśnienia, dna oka + dobór soczewek= 300 zł- w tym druga wizyta (odbiór i nauka wkladania) gratis. W Warszawie komputerowe badanie wzroku + dobór soczewek= 350 zł, odbiór soczewek i nauka wkładania znów 350zł, czyli łącznie ponad dwa razy więcej niż na Dolnym Śląsku.
Próbę sprzedania nam przy okazji warszawskiej wizyty całej masy dodatkowych okulistycznych akcesoriów, również po niebagatelnych cenach przemilczę.Nie mogę jednak nie podzielić się pewną wątpliwością: otóż na soczewkę warszawską (produkowaną podobni w USA) czekaliśmy 3 dni???, a na wrocławską z Niemiec 3 tygodnie!!! czy trzeba wyjątkowej inteligencji, żeby to wyjaśnić? Warszawska od pierwszej godziny użytkowania sprawiała nam kłopoty, po prostu nie trzymała się oka,wędrowała aż pod powiekę, wypadała praktycznie co chwila, by w końcu przepaść bezpowrotnie ( po 4 tygodniach użytkowania wypełnionego nerwowym sprawdzaniem, czy jeszcze jest w oku). Teo, mając zaklejone zdrowe oko i operując tylko zasoczewkowanym nie radził sobie z chwytaniem, nie trafiał rączką do przedmiotu. Wrocławska od rana pierwszego dnia trzyma się dobrze, mimo wzmożonej ruchliwości Teosia.
 Dodam jeszcze, że wrocławską soczewkę, jeśli z jakiś powodów nie pasuje do oczka, można reklamowąć przez pierwsze 3 miesiące użytkowania i wymienić na nową. Warszawską można co najwyżej zgubić.
Póki co jedynym minusem Wrocławia, jest jego odległość od Torunia i to, że mamy tam tylko jednych znajomych, których nie chcemy aż tak często „cieszyć” naszą obecnością.
__________________________________________________________
I jeszcze ostatnia refleksja:
Pani Doktor z Wrocławia zaskoczyła nas sporą wiedzą na temat Zespołu Downa (znajomością rodzajów rehabilitacji i umiejętnością powiązania ich z zasoczewkowanym oczkiem) A także jako jedyna okulistka (a byliśmy u wielu) postawiła tezę, że anomalie genetyczne mogą mieć wpływ na występowanie krótkowzroczności u dzieci.

O postępach w soczewkowaniu będziemy informować na bieżąco. Tymczasem trzymajcie kciuki za dzielnego pirata! Następna wizyta już we wrześniu…