W szponach paniki (autor: babcia Anka)

No to przeżyłyśmy jesienny horror, dwie głupie panikary, czyli ja babcia i ona- mama Teośka. Zaczęło się od tego ,że Teo zaczął w nocy rzygać… My , przygotowane internetowo na rozmaite ewentualne problemy zdrowotne dziecka z ZD oczywiście od razu rozpoznałyśmy : zwężenie… , przetokę…, i jeszcze ze trzy możliwe przypadłości. Wpadłyśmy w panikę… Kal nawiązał kontakt mailowy z mamą dziecka z problemami pokarmowymi, wcale nas nie uspokoiła…Napięcie rosło… Już spakowana walizka szpitalna czekała…zastanawiałyśmy się tylko – jechać, poczekać….Poczekałyśmy i …wszystko wróciło do normy. Mały rzygnął jeszcze parę razy, potem odespał ten wysiłek i rano był gotów znów jeść, a właściwie żreć, bo straszny z niego obżartuch. Mimo wszystko zrobimy mu usg brzuszka, bo jakoś ciężko trawi. Mam poważne obawy, co wyrośnie z dziecka , o które wszyscy się aż tak martwią i panikują przy byle jakiej okazji. Ono chyba czuje nasz niepokój i potrafi go wykorzystać- dziadek nosi go bez przerwy… a gdy go nie ma, biedna mama nie może niczym się zająć, bo Tosiek oczywiście chce oglądać świat w pozycji napierśnej pionowej, przedniej. I co robić?!