Tata nieidealny

Tata Teosia nie jest idealny…

  • Nocą zasypia tak mocno, że wcale nie budzi Go Teosiowe marudzenie…
  • Nie zna na pamięć wszystkich dziecięcych wierszy Brzechwy i Tuwima…
  • Podczas samochodowych wypraw woli słuchać radia niż śpiewu Teosia i mamy…
  • Nie jest w stanie wymienić, a co dopiero wyjaśnić wszystkich metod wspierania rozwoju, z których korzysta Teosomek…
  • Nie ogarnia grafiku planowanych wizyt lekarskich, nie gotuje bezglutenowo i nie opisze wad w budowie Teosiowego serducha…

Ale... żadne danie nie smakuje tak smacznie jak to jedzone wspólnie z Tatą, z nikim tak prędko nie dojedzie się do przedszkola (i to rowerem!), nikt tak jak Tata nie pragnie zabrać Teosia w podróże po całym świecie…nikt nie wie tyle o zdjęciach i obrazach… .

I nikt tak nie zachwyca się swoim idealnym synem jak On.

Kiedy urodził się Teoś, tata nie rozmyślał i nie rozpaczał. Choć załatwianie formalności nie jest jego mocną stroną ogarną kwestię urzędów, badań i lekarzy, fundacji, w której Teoś natychmiast zaczął rehabilitację… a nawet becika, butelki i laktatora…, nagle z miłości do 2 kilogramowego szkraba okazało się,że nie ma żadnych granic i nic niemożliwego.

13510452_10208380557105137_498105859_n

A wszystkim tym, którzy też mają najlepszych na świecie, choć nieidealnych tatusiów, a i sami mają też swoje za uszami… polecamy serię o Albercie Albertsonie:
http://www.zakamarki.pl/index.php/dobranoc-alberciealbertsonie.html

bo tata też człowiek;)

Top lista książkowych przebojów

Z okazji tygodnia czytania, postanowiłam (w końcu) przygotować długo planowaną listę topów książkowych Teosomka.

Początkowo chciałam podzielić książki ze względu na wiek, dziecka oczywiście, ale okazuje się, że przez niespełna 3 lata życia Teosia, najlepiej sprawdziły się książki ponadwiekowe! Takie, które rosną wraz z nami. Nudzą się, zapominają, a potem powracają w całkiem nowej odsłonie. Pozwalają odkryć w sobie za każdym razem coś nowego. Na  każdej ich stronie kryje się tak wiele, że daje się je czytać wielokrotnie i na różne sposoby, i na różnych etapach rozwoju wciąż do nich wracać.

CHCECIE LISTY, OTO LISTA:

  •  Księga Dźwięków, Wydawnictwo Dwie Siostry, tekst i ilustracje Soledad Bravi.
    http://www.wydawnictwodwiesiostry.pl/katalog/prod-ksiega_dzwiekow.html

Doskonała jako jedna z pierwszych pozycji książkowych malucha. Po prawej stronie duże, proste, kontrastowe obrazki w odpowiednim formacie, po lewej czarno na białym onomatopeja. Do pokazywania i wspólnego oglądania od pierwszych miesięcy życia. A wkrótce również do powtarzania dźwięków i nazw.  Proste,  ale niebanalne ilustracje, ciekawy, szeroki dobór słownictwa (poza oczywistymi zwierzakami, jest też ból, który robi ała,  czy cmokający buziak) i przede wszystkim trochę humoru, (polecam strony o ślimaku i szpinaku ;) ).

Minusem książeczki jest nadmierna grubość niezbyt wygodna dla najmłodszych rączek oraz słaba wytrzymałość klejenia. Nasza książeczka już dawno całkiem porozklejana zyskała jednak nowe zastosowanie: w parach 2×2  dopasowujemy onomatopeję do obrazka, losujemy obrazki i naśladujemy ich dźwięki, na zadrukowanej niczym „Sokole Oko” wnętrzu okładki szukamy wylosowanych obrazków itp.

Prostokątne, kartonowe książeczki Teoś pokochał od pierwszego wejrzenia. Chyba dlatego, że przedstawiają one świat dokładnie taki, jaki Teoś potrafi i chce widzieć i rozumieć. Proste czynności (pukanie, pokazywanie „tam”, dziwienie się) i proste odpowiedzi. Bardzo krótkie teksty , które można dowolnie rozwijać. Przejrzyste  ilustracje o żywych kolorach. Proste – na pierwszym planie zawsze jest  to co najważniejsze, a zarazem złożone – można doszukać się w nich wiele więcej… Zamknięta fabuła zatacza koło, by zawsze skończyć się we własnym domku, w ramionach mamy, w bezpiecznym miejscu (gdzie zaczęliśmy zwiedzanie). Czy takie proste książeczki rosną z Tośkiem? Tak! Od czytania przez mamę, po naśladowanie przez T. prostych gestów, aż do doszukiwania się szczegółów w ilustracjach, samodzielnego czytania, opowiadania… nazywania kolorów, odległości… Wszystko przy akompaniamencie zachwytu i zadziwienia światem.  Książeczki z tej serii były naszym hitem, gdy Teoś miał rok, poleżały trochę na półce, i aktualnie cieszą dwu i pół latka, który z wielką radością i ogromnie mądra miną czyta je samodzielnie swoim pluszakom.

Jeden jedyny minus za psa na łańcuchu w tomie: A dlaczego?

  • Lalo gra na Bębnie, Babo Chce Tam, Binta Tańczy, Wydawnictwo Zakamarki, tekst: Eva Susso ilustracje: Benjamin Chaud                                                                    
    http://www.zakamarki.pl/ksiazki/lalo-gra-na-bebnie.html

Do serii zachęcili nas rodzice starszego kolegi Tocha. Początkowo nie wiedzieliśmy jednak nawet, jak zabrać się za czytanie. Zdania wydawały nam się zbyt proste, zbyt mało opisujące to, co się dzieje… Nie wiedzieliśmy czy czytać, czy opowiadać, czy pokazywać… Na szczęście wszystko wiedział Teoś. Krótkie zdania bazujące na onomatopejach i naśladownictwie to 100% tego, czego 1,5 roczny Teoś oczekiwał od książek. Powoli oswajał się ze światem rodziny Lalo, fascynował odgłosami bębenka, zaciekawiał dźwiękami swojego własnego otoczenia. Razem z Bintą i Lalo odkrył radość z bębnienia i tańczenia… Aż wreszcie ten nieco orientalny, a jednak prosty i poukładany świat stał się tak oswojony, że zaczęliśmy snuć o nim dużo dłuższe opowieści. Teoś odkrył słonia i łosia: malutkie figurki stojące na oknie domku. Odkrył, że żaby lubią deszcz, ale psy i kury już niekoniecznie… Dziś to Teoś czyta nam (a ostatnio tez pasażerom w tramwaju). Pamięta pięknie brzmiące imiona bohaterów, wyczekuje ulubionych momentów, pokazuje jak Binta tańczy pupą, jak tato i Lolo i Babo, przygrywają jej na bębenkach…      [ Seria ta to również hit według babci Tosia, która uwielbia onomatopeje!]

Seria opisana przez nas dokładnie w osobnym poście, tutaj:
http://teosomek.blog.pl/2015/10/09/poszukaj-i-znajdz-ksiazeczka-malucha-wydawnictwo-olesiejuk/

Dodamy, że dziś poza pokazywaniem Teoś nazywa przedmioty na obrazku i powoli ćwiczy budowanie prostych zdań, odpowiadając (jeszcze bardzo niezgrabnie) na pytania: Co robi Krab Fred, Gdzie jest pies Hektor itd…

Gdy Teoś dzięki serii Poszukaj i Znajdź wprawił się nieco w wyszukiwaniu elementów złożonych ilustracji z łatwością i zapałem przeszliśmy do serii książek o Ulicy Czereśniowej. Każdy kadr opowieści o  Ulicy Czereśnowej składa się z ogromnej ilustracji (format 2x A4) Najpierw do poduszki mama Teosomka  snuła każdego dnia historię o innym obrazku… na każdym z nich dzieje zresztą się tyle, że opowieści można snuć niemal bez końca… Potem kartka po kartce, wspólnie wyszukiwaliśmy z Teosiem poszczególnych  bohaterów, śledząc ich losy…Teraz łykamy już na raz całe tomiska, czytając wielopłaszczyznowo i wielowątkowo od dechy do dechy,  poznając przy tym towarzyszące porom roku zwyczaje natury.  Czasem nam się znudzi, ale Czereśniowa zajmuje czołowe miejsce na półce tuż nad Teosiowym łóżkiem i w odpowiednich momentach sama o sobie przypomina.

  • Pan Pierdziołka spadł ze stołka oraz Sny i tobołki pana Pierdziołki, wydawnictwo Zysk i Ska, praca zbiorowa, ilustracje: Kasia Cerazy.                                      
    http://sklep.zysk.com.pl/pan-pierdziolka-spadl-ze-stolka-powtarzanki-i-spiewanki.html

Uwieblienie Teosia dla tych książeczek było dla nas dużym zaskoczeniem. A jednak śpiewanie i rymowanie,  a przy tym masowanie  czy wystukiwanie rytmu zawładnęły naszym wieczornym czytaniem na długo. Pośród banalnych popularnych piosenek i wspominek wyliczanek z dzieciństwa jest sporo niewinnej niegrzeczności i dowcipności. Miło nam się czyta i dużym i małym. A Teoś aktualnie na etapie powtarzania powtarzanek chętnie wraca do tych pozycji.

Na własność posiadamy (na razie) 2 tomy: Dobranoc Albercie Albertsonie oraz Nieźle to sobie wymyśliłeś Albercie, moim zdaniem najlepsze. Pozostałe części czytaliśmy dzięki dostępności w bibliotece. Były to książeczki z nieco większą ilością tekstu na stronie  w stosunku do wszystkich wymienionych wcześniej pozycji. Ilość tekstu zwiększa się bowiem wraz z wiekiem Alberta. W naszych 2 częściach Albert jest jeszcze 4 latkiem, a długość opowiadania starcza idealnie do wieczornej poduchy- zdecydowanie jednak tekstu jest zbyt dużo jak na aktywne czytanie w ciągu dnia.  Książeczki przedstawiają rodzicielskie perypetie Alberta i jego zawsze miłego taty. Nie ma w nich ani trochę mamy, jest za to kwintesencja tatowości moim zdaniem idealnie podpatrzona, a wraz z tą tatowością dokładna i trafna charakterystyka Alberta – typowego przedszkolaka kreatywnego, przebiegłego, marzycielskiego, bardziej bystrego niż rodzicom się wydaje. Przyjemność wieczornego czytania gwarantowana!

Wydanie wielotomowe, tak piękne,  że po prostu warto je mieć. Teoś na razie niechętnie słucha całości baśni (chyba że akurat jest mocno chory), ale z ogromną przyjemnością ogląda niezwykle piękne ilustracje (naszym faworytem są tomy z ilustracjami Pani Ewy Kozyry- Pawlak- uwielbiamy!). Każdy tom zawiera płytę z audiobukiem, co u nas bardzo sprawdza się w fazie: prawie śpię, więc nie musicie już czytać, ale śpię jednak za mało, by  w pokoju zapadła zupełna cisza.

Gromadzenie tomów idzie nam powoli, ale to wzywanie kolekcjonerskie- marzymy by mieć wszystkie!

  • Rok w Lesie, wydawnictwo Nasza Księgarnia, ilustracje Emilia Dziubak.                                                                                                                 
    http://nk.com.pl/rok-w-lesie/2224/ksiazka.html#.V02txuS4c4A

Huczy o nim internet… i słusznie, że huczy! Nic więcej pisać nie trzeba.

  •  Wiersze dla dzieci Tuwim, Brzechwa. Zarówno stare tomy z dzieciństwa rodziców jak i nowe. Aktualnie dostępne są piękne reprinty tych starych wydań, u nas na topie od pierwszych dni życia (w brzuchu!) do teraz.  Kanon kanonów. Nie można nie znać i nie mieć.

________________________________________________________

PS. 1. Wspaniałych książek jest dużo, dużo więcej, niektóre zachwycają nas rodziców, a T. jak na razie całkiem je ignoruje, o innych wiemy, że muszą poczekać jeszcze kilka lat na swój czas.  Są tak piękne, że już czekają na honorowej półce dziecięcego pokoju co jakiś czas wspólnie przeglądane. Niektóre po prostu warto mieć- na zawsze i ponadczasowo i zachwycać się nimi, kiedy tylko ma się na to chęć… Wielu zapewne jeszcze nie odkryliśmy.

PS. 2. W naszej rodzinie książka to podstawa każdego prezentu… każdej wyjątkowej okazji i każdej chwili kiedy po prostu chcemy sprawić sobie przyjemność.  Dlatego w naszym domu książki są wszędzie… ale prawda jest taka, że nie trzeba wcale mieć ich aż tylu, by móc czerpać z nich przyjemność. Ogromną frajdę daje dziecku korzystanie z biblioteki. Wybieranie, wypożyczanie oddawanie… Można dzięki temu czytać wciąż coś nowego i sprawdzać, które książki naprawdę chcemy mieć w domowej biblioteczce. Teoś chętnie korzysta z biblioteki osiedlowej , a z największą przyjemnością (bo choć pakujemy sporą własną kolekcję, zawsze okazuje się za mało…) z bibliotek szpitalnych.

Nawet roczniaki, nawet maluchy, są mile widziane w bibliotece.

12108756_422786217920063_8362049497761966650_n 10314753_251926625006024_6250958562442183949_n 1601341_238270419704978_821060934_n mał 10817187_10204374787923411_290659471_o _______________

Edit: Zapomnieliśmy o Bardzo Głodnej Gąsienicy i innych książeczkach Erica Carle wydawnictwa Tatarak. Mają oczywiście Grand Prix listy czytelniczej Tosia, choć aktualnie odpoczywają po prawie miesiącu podróżowania jako lektura tramwajowa w drodze do przedszkola…

http://tatarak.com/ksiazki-od-1-roku/1-bardzo-glodna-gasienica-9788392592938.html

13045582_1080847708642920_55803016_n

Wieczorne rytuały

Po kąpieli Teoś zabiera z maty Lolka i Hanię (dla niewtajemniczonych Lolek to pluszowy lalek Teosia, Hania to pluszowy piesek odziedziczony po cioci Agacie).

Najpierw jednego, potem drugiego pluszaka  targa na łóżko (ze względu na brak  wolnych rąk podczas raczkowania używa do tego kolan przepychając zabawkę coraz bliżej celu).

A gdy już sam wgramoli się  na materac podnosi kolejno Lolka, potem Hanie, każdego przytula, całuje, gładzi (dokładnie taką samą, parzystą ilość razy) i odkłada na poduszkę. Potem sam bierze smoka i kładzie się obok.

Leży chwilę z ogromnym uśmiechem na twarzy, po czym wybucha śmiechem i siada.

Podnosi Lolka (niegrzeczny- nie chce spać), znów go gładzi, całuje, przytula, nuci Aaaa.

Podnosi Hanię, która w ślad za Lolkiem tez się obudziła. To samo: tulenie, gładzenie, całowanie, śpiewanie.

Odkłada pluszaki i kokosi się obok ze smokiem. Czekamy z nadzieją, czy nadejdzie sen…

Nie! Pluszaki znów się obudziły. Teoś też wstaje.

Chyba trzeba poczytać im książkę. Najpierw czyta T. Wyciąga książkę wepchniętą między kaloryfer i materac. Naprzeciw siebie sadza Hanię i Lolka, i czyta (na topie Sny i Tobołki Pana Pierdziołki). Pokazuje świnki i coś tam opowiada, ale że wypowiedź nie trzyma rymu, bierze smoka, przekazuje lekturę mamie i opada z Lolkiem i Hanką na poduchę.

Po przeczytaniu 2/3 wyliczanek wszystkie 3 nieśpiochy wreszcie smacznie śpią. Ufff, wieczór należy do rodziców! ;)

Czy te rytuały, to nie przypadkiem wpływ zbyt częstego czytania Dobranoc Albercie Albertsonie do poduszki?

13162467_10208008314519305_2020315034_n(1)

O ELA, ELA!

Zbliża się pora spania, wybieramy z T. 3 książki do przeczytania przed zaśnięciem i ładujemy się do łóżka. Najpierw wspólnie czytamy Wymyśl Coś (choć książeczki z tej serii zawsze kończą się motywem zasypiania, Teoś przy nich tak się emocjonuje, że nie ma co liczyć na wyciszenie). Następnie T. zabiera się za swoje mleko migdałowe, a ja czytam mu Dobranoc Albercie Albertsonie. Wraz z kolejnymi wybrykami Alberta, T. zamyka coraz mocniej oczy. Wreszcie zasypia książkowy Albert, a mi się wydaje, że i naszemu Teosomkowi niewiele brakuje. Przytulam go więc i paręnaście minut leżymy sobie spokojnie. A Kiedy wizja herbaty i sprawdzenie Facebooka wydaje mi się już całkiem realna Teoś nagle otwiera szeroko oczy, siada na łóżku i krzyczy: Ela! Ela! Ela! Ela! No tak, przecież miały być 3 książki. Do rachunku brakuje jeszcze pozycji Ubranka Eli. Przeczytane, wykokoszone, śpi.

—————————————————————————————————–

Ostatnio piszemy dużo o czytaniu i można by pomyśleć, jak wspaniale mija nam czas. Niestety profilaktyczne zdjęcie RTG przed hipoterapią pokazało przemieszczenie kręgu C2 w odcinku szyjnym Tośkowego kręgosłupa. Rzeczywiście dzięki czytaniu czas z ograniczoną rehabilitacją i ogromnym stresem o Tosia rdzeń kręgowy mija nam całkiem przyjemnie, ale pomiędzy lekturami martwimy się bardzo i znów zwiedzamy przeróżne gabinety specjalistyczne. Niebawem rezonans, trzymajcie kciuki aby ten kręgozmyk okazał się kręgo- zmyłką !

pierwsze kłamstwo

Leżymy czytając Mama Mu (mi się ta seria średnio podoba, za to T. bardzo chętnie wysłuchuje przed zaśnięciem całego tomu, z uwagą przyglądając się obrazkom).

Nagle Teoś zaczyna się napinać, przerywam więc i pytam, czy chce kupę. Kręci głową na NIE i pokazuje książkę, by czytać dalej.

Czytam więc, ale po chwili Teoś znów się pręży, więc przerywam  i pytam, czy chce kupę. Kręci głową na NIE i pokazuje książkę, by czytać dalej.

Przy kolejnych stronach T. jest już szary z tego prężenia, ale zapytany czy chce kupę- kręci głową.

Wreszcie kończymy, więc pytam podejrzliwie: Teoś zrobiłeś kupę? T. kiwa głową i uśmiecha się niewinnie. Pielucha pełna.

____________________________________

Należy uzupełnić, że już od bardzo dawna udaje nam się złapać do nocnika praktycznie wszystkie kupy Tosia. Od kilku miesięcy, zapytany we wczesnej fazie majstrowanie czy chce kupę, Teoś odpowiada twierdząco kiwaniem głowy i pięknie załatwia sprawę na nocniku. Od 2 tygodni T. potrafi równie trafnie zaprzeczyć, jeśli faktycznie nie ma potrzeby siadać na nocnik kręci głową.

 

Czytam książki dla dzieci…

Na początek TRUIZM: kiedy zostajemy rodzicami, zapominamy (przynajmniej trochę), jak to jest być dzieckiem. I to co kiedyś uznalibyśmy za wielką przygodę, zaczynamy odbierać jako niesforność swojego potomstwa.

Jeśli jednak jeszcze pozostało w Was coś z dziecka, polecam – profilaktycznie, jeśli zaś czujecie, że wolicie nie pamiętać tego, że byliście dziećmi, to zalecam – leczniczo… W każdym razie KONIECZNIE sięgnijcie po książki Astrid Lindgren: doskonały suplement diety dla każdego rodzica. Przywraca pamięć skuteczniej i z pewnością przyjemniej niż wyciąg z żeń szenia!! Swym doskonałym poczuciem humoru wpływa świetnie na mięśnie brzucha, a wspólne głośnie czytanie działa na każdego członka rodziny lepiej niż całe spektrum minerałów.

Teoś słuchał książek Astrid już pływając w brzuchu mamy, wówczas poza kopniakami nie miał zbytnich możliwości wyrażania swojego osądu. Dziś, choć ma dopiero 2 lata, i jako mama mam świadomość, że z tych długich tekstów jeszcze niewiele rozumie- słucha chętnie, ale co ciekawe, nie każdego tomu!

W ten sposób odrzucił już My na Wyspie Saltrakan oraz dwie części Madiki… Niestety ku mojemu małemu rozczarowaniu przygód Pippi wysłuchał lekko na przymus.. Za to połknął uszami: Dzieci z Bullebryn, Dzieci z ulicy Awanturników, Emila ze Smalandii i Ronję.

Dodam, że nie katuję Teosia przymusem grzecznego siedzenia i słuchania. Czytamy te tomiska tylko przed zaśnięciem lub, gdy Toś choruje i ma ochotę na całodzienne przytulanie ( w ten sposób podczas pobytu w szpitalu w 2 dni przeczytaliśmy całą Ronję, a Pippi czytaliśmy przy ostrym rota wirusie).

Jestem jednak przekonana, że głos mamy działa na T. kojąco i uspokajająco oraz, że coś tam musi sobie myśleć o tych naszych lekturach, skoro jednoznacznie odrzuca niektóre z nich.

Wierzę  też, że nadejdzie czas, kiedy Teoś będzie wieczorami czytał nam rozdziały ulubionych powieści.  Na zmianę z młodszym rodzeństwem… O tak! Widzę to już oczyma wyobraźni!

Tymczasem jest mi wspaniale móc wrócić bez wyrzutów do książek z dzieciństwa i czuję się przez to o wiele mądrzejszym rodzicem… choć nie realizuję podręcznikowego/ medialnego/ modnego programu wychowywania potomstwa. Czytając książki Astri, czuję się lepiej w swoim byciu nieperfekcyjnym rodzicem…

Jeżeli czytając o bombowych, czasem mocno niesfornych pomysłach bohaterów książek Astrid, chce Wam się śmiać (a może wspominacie własne występki?), mam nadzieję, że z większym poczuciem humoru uda się Wam spojrzeć na codzienne sprawy i czasem wydumane problemy. A jeśli uważacie, że w dzisiejszych czasach dziecięca fantazja została wyparta przez gotowce proponowane przez telewizję i komputer, co Wam szkodzi potomstwu nieco podpowiedzieć (w Bullerbyn czy Smalandii pomysłów znajdziecie co nie miara).

Najważniejsza rada, płynąca z książek Astrid : Daj dziecku pole do samodzielności i kreatywności. Sprawdzi się i w codziennym życiu, i w kryzysowych sytuacjach, i… gdy Ciebie zabraknie.

Jako dziecko, ale również i jako dorosła osoba, teraz mama jestem największą fanką Pippi, której przygody, nawet gdy byłam już prawie poważną studentką, wciąż czytał mi na glos tata. Rozumiem jednak, że dla niektórych rodziców nietuzinkowość Pippi może być zbyt drastyczna.

Z pełną odpowiedzialnością mogę za to poręczyć, iż nie ma piękniejszej książki o rodzicielstwie, wychowaniu, buntowaniu; srogim i zakochanym w córce zarazem tacie- mamie, który choć gotuje i sprząta, to tak naprawdę zza kulis kieruje grupą rozbójników; o cudzie obcowania z naturą; wyfruwaniu z gniazda… Nie ma trafniejszej niż Ronja…

Jakie to szczęście, że nasza domowa biblioteczka pełna jest powieści Astrid zbieranych przeze mnie w latach 90, a wcześniej przez mamę.

I jakie to szczęście, że wciąż wydaje się je na nowo…

Aktualnie powieści Astrid Lindgren możecie znaleźć w wydawnictwach: Zakamarki
http://www.zakamarki.pl/
 oraz Nasza Księgarnia
http://nk.com.pl/

Teosomki gorąco polecają!

___________________________________________

Ps. Ze względu na ogromną ilość zabawnych momentów istnieje duże ryzyko obudzenia świeżo zaśniętego dziecka własnym śmiechem, ale przecież to tylko pretekst by móc czytać dalej ;)

12169787_10206639822867869_1790166470_o

Poszukaj i Znajdź. Książeczka Malucha, Wydawnictwo Olesiejuk.

O ile Obrazki dla Malucha (najpopularniejsza seria tego wydawnictwa) nie do końca przekonały Teosia – może dlatego, że zabraliśmy się za nie zbyt późno, gdy T. oczekiwał już czegoś bardziej skomplikowanego, o tyle seria dla starszaków (warto dodać, że znacznie większego formatu)  od kilku miesięcy sprawdza się u nas znakomicie.

Teoś już długo jest na etapie zadaniowym, lubi rozwiązywać zagadki, ale też szybko się nudzi, gdy poziom trudności jest zbyt niski. Dlatego proste pytania typu: pokaż kotka, pokaż pieska itd.. już go na dłużej nie przekonują. Jednocześnie, gdy zaczynaliśmy z Poszukaj i Znajdź, nie potrafił jeszcze tak precyzyjnie patrzeć, by wyszukać na złożonych obrazkach małe szczegóły i przy Ulicy Czereśniowej, którą my jesteśmy zachwyceni, dość szybko tracił cierpliwość.

Książeczki od Olesiejuka są doskonałym etapem przejściowym, między książeczkami dla maluszków, a samodzielnym oglądaniem bardzo złożonych ilustracji.

W tematycznych tomach (Las, Gospodarstwo, Zoo, Park, Żłobek itp.)  zgodnie z prostą historią  zilustrowane są przestrzenie, a w nich ukryte związane z nimi zwierzaki i przedmioty do odszukania.   Umieszczona na marginesie lista ma sugerować poszukiwania. Niektóre elementy  są mniejsze i bardziej ukryte, inne duże i łatwe do znalezienia. Przewodnikiem każdego tomu jest jedno zwierzątko (małpka, myszka piesek, kotek…), które skrzętnie ukrywa się na każdej stronie i najtrudniej je odszukać, choć jednocześnie o tyle łatwiej, że dziecko najlepiej oswaja się z jego wyglądem.  W początkowym etapie za pomocą książeczek można także po prostu  ćwiczyć z dzieckiem rozumienie: „taki sam” .

Dzięki takiemu podziałowi poziomu trudności nawet początkujący maluch będzie mógł się cieszyć, że coś celnie odnalazł. A książeczki posłużą na dłużej, aż uda się sprawnie odszukiwać także najmniejsze i dobrze ukryte elementy.

Dla nas ogromnym plusem jest  również ciekawie tematycznie podzielona nauka słownictwa.

Duży plus przyznajemy  także występującym w każdym tomie zwierzakom  ( myślę , że nie tylko dla Tosia są one dobrą motywacją do obserwacji i poszukiwań).

Mały minus za rozplanowanie przestrzeni. Może jestem nieco czepialska, ale listę przedmiotów do znalezienia umieściłabym zawsze po lewej stronie planszy (aby wspierać nawyk czytania od lewej do prawej), a nie tak jak jest: naprzemiennie.

Po treningu z Poszukaj i Znajdź już dużo sprawniej wkraczamy w świat Ulicy Czereśniowej, choć wciąż nie ma u nas dnia bez serii Olesiejuka.

Z tego wydawnictwa polecamy również:

-Zeszyty z zadaniami adresowane do poszczególnych grup wiekowych. My mamy Zadania 2 latka, Naklejki 18 mc i Naklejki 2 latka.  Zadania moim zdaniem są sensownie dobrane pod grupy wiekowe. Jest w nich wszystko to, co ważne, w tym : sekwencje, pamięć słuchowa, ćwiczenia na taki sam, rozróżnianie Duży- mały, kategoryzowanie kolorów itp.)

- Serię zakręconych, szeleszczących i innych wierszyków logopedycznych, które Teoś (nie wiedzieć czemu lub może w trosce o trening językowy rodziców) upodobał sobie do słuchania.

Książeczki Olesiejuka  w dobrej cenie można czasem upolować w supermarketach, warto zajrzeć także na stronę wydawnictwa: http://www.wydawnictwoolesiejuk.pl/

Polecamy! 

mał