O TYM, JAK TEO POZNAWAŁ ŚWIAT

Bajka czwarta (autor: babcia Anka)

Początek jest zbyteczny, bo wszyscy wiedzą , o co chodzi, więc od razu nastąpi ciąg dalszy.

Żarłok Teo rósł i rósł, wreszcie zaczął przypominać dużą, białą kluskę, tyle, że ze szparkami oczu, które ciekawie zerkały na świat. Z przyjemnością kontemplował ulubione obrazy. Twarze mamy i Taty rozpoznawał bezbłędnie. Zachwyt nieodmiennie budził w nim widok nieba szarą porą, przesłanianego nagimi, czarnymi konarami drzew. A latarnie rzucające rozproszone światło na wszystko wokół były cudowne! Lubił kolory, szczególnie czerwony, czarny , choć powoli przekonywał się tez do żółtego. Mały, ledwie wystający spomiędzy pulchnych policzków nos wyraźnie wolał woń kawy, którą Mama raczyła się ranną porą od innych woni. Pulchne łapki zanurzały się łapczywie w kudłach brata Rufusa i aksamitnym futerku siostry Yuki. A te rozmaite powierzchnie- jedne gładkie i zimne, drugie szorstkie, miękkie i twarde…nie mógł się im nadziwić. Tarzanie się w różnych przedmiotach, nawet w fasoli okazywało się  świetną zabawą. Jednak nikt nie przypuszczał, że dla Ufiaka najprzyjemniejszym doznaniem są dźwięki, dopóki przypadkiem tego nie odkryto.  A było to tak…

Teo był od dawna przyzwyczajony do codziennej gadaniny  rodziny, odbierał swoimi radarkami czasem głośne rozmowy, czasem szepty. Uwielbiał szeptane wieczorem bajki Mamy i od razu zasypiał spokojnie. Znał już szeleszczenie, świsty, stuki i puki, dzwonienie…Jednak, gdy któregoś dnia w izdebce na poddaszu pojawił się jeden z wujków, stało się jasne , co najbardziej bawi Teofila. Wujo pochylił się nad Małym, obydwaj spojrzeli na siebie znacząco i…wtedy się zaczęło! Wuj zmienił się w Pana Nadętego. Wydął poliki tak, że ledwie wytrzymywały i ze ściumpionej, okrąglutkiej dziurki  pod nosem, która wcześniej była ustam, zaczął się wydobywać dziwny dźwięk- ni to pisk, ni to popierdywanie, które za moment przerodziło się w kwiczenie, a potem coś w rodzaju pokasływania, kiedy Nadymacz zaczął już umierać ze śmiechu. Teo bacznie obserwował czerwieniejące poliki, z uwagą rejestrował nietypowe dźwięki. Podobały mu się, trzepotał rączkami i nóżkami, i szeroko się uśmiechał. Próbował nawet swoją buźkę ułożyć w ryjek. Jeszcze więcej wrażeń dostarczyła mu jedna z ciotek-wróżek, która dla zabawy postanowiła udawać makolągwę. Wiedziała mniej więcej, że to chyba ptak, ale jaki, to już nie. Jednak „makolągwa”-jak to pięknie i dźwięcznie brzmi, z pewnością wydaje też odpowiednie do nazwy dźwięki: kląska, kwęka, gulgoce… Tak się zapamiętała w swoim kląskaniu, że bez mała stała się makolągwą, wysuwając szyję do przodu, wyrapalając oczy swe błękitne na słupki, układając usta ukarminowane w gustowny dziubek. Teo był zachwycony, zaczął gugać , aaaachać i eeeechać, a Rodzina pękała ze śmiechu. Zapomnieli wszyscy o zmartwieniach, problemach  choć na chwilę. Przy okazji odkryto, że zaczarowana skrzyneczka, z której wydobywają się rozmaite głosy i melodie też niezwykle zajmuje Ufiaczka.

Odtąd szczęśliwy Teo żyje wśród wielu dźwięków, a rodzina wymyśla dla niego ciągle nowe.

CO BY BYŁO, GDYBY…

BAJKA TRZECIA DLA TEOSIA (która przyśniła się babci Ance dzisiejszej nocy)

CO BY BYŁO, GDYBY…
któregoś listopadowego dnia Ten, Który Wie Wszystko i o Wszystkim Decyduje, spojrzał z góry na Ziemię, którą tak dawno temu wymyślił i stworzył według misternego planu. Z uwagą obserwował ludzi. Oj, nie spodobali Mu się, nie… Wojny nie wiadomo z jakich powodów, zbrodnie, obłuda, żądza posiadania przesłaniająca wszystko , co miało być ważne, szyderstwa wzajemne, mściwość, jednym słowem zbyt mocno rozpleniło się ZŁO. Niewielu znalazł ludzi zasługujących na to, by tak ich nazywać.
- Co to za stworzenia?! Czy nic nie jest w stanie pomóc im zrozumieć, co to znaczy ŻYĆ? Przecież doświadczyli już potopu, klęsk chorób, rozmaitych plag i nieszczęść, które miały ich nauczyć solidarności, miłości, szacunku dla życia. Sami dążą do zagłady, bo w końcu, żeby uratować świat, będę musiał zniszczyć to, co stworzyłem.- denerwował się Ten… – Czy istnieje sposób, by ich uratować, zmienić?- zastanawiał się…
Nagle swoim wszystkowidzącym okiem wypatrzył gdzieś w środku Europy miasto, Toruń, a w nim w mieszkanku na poddaszu starej kamienicy młodą rodzinę. Z pewnością domyśliliście się już kogo: Mamę, Tatę i ich synka Teofila. Z czułością zerkał , jak zajmują się skośnookim Teo, jak cierpliwie ćwiczą małe ciałko, żeby nabrało sił. I właśnie wtedy wpadł Mu do głowy pomysł. To proste! Przecież wystarczy tak zadziałać, że wszyscy LUDZIE, którzy odtąd zjawią się na Ziemi będą mieli dodatkowy 21. chromosom. Dlaczego właśnie ONI? Bo to ONI sprawdzili się w swoim człowieczeństwie. Może nie było wśród nich wielkich uczonych, odkrywców, zdobywców, ale nie było też żadnego szaleńca żądnego władzy i ani jednego zabójcy. Wszyscy natomiast mieli wrodzoną życzliwość, lubili towarzystwo, dobre jedzenie. Cenili przyjaciół i uroki ŻYCIA. Po prostu je kochali. Tak, to była niezła myśl…
Minęło wiele lat i Ziemię zaludnili, zgodnie z Jego nowym planem, skośnoocy, szczęśliwi, zadowoleni nosiciele chromosomu 21., Trisomici.
To byłoby szczęśliwe zakończenie ? Nie, nie, On jest realistą…A co z postępem, rozwojem cywilizacji, technologiami. Ewolucja rządzi się przecież swoimi prawami, jednym z nich jest ciągły rozwój i dostosowanie się. Za następnych wiele, wiele lat okazało się ,że Trisomici nabierają wiele „ludzkich” cech, tych sprzed przemiany. Stali się rozumni, więc szybko nadrobili straty. Ale…Pojawili się ci, którzy kochają władzę i są gotowi dla niej poświęcić wszystko, tacy, dla których pieniądze są celem najważniejszym. Sporo było też takich, którzy z przyjemnością szkodzili innym, lubili intrygi, cieszyli się cudzym nieszczęściem. Słowem, wszystko wróciło do NORMY.

„POWITANIE”

BAJKA DRUGA DLA TEOSIA  (autor: babcia Anka)

Była raz sobie dziewczyna, która poznała chłopaka. Zakochali się w sobie i postanowili być razem. Do szczęścia brakowało im tylko dziecka. W końcu doczekali się i w brzuchu Mamy rozwijała się FASOLKA.  Nadszedł czas, żeby zobaczyła świat. Pewnego wrześniowego dnia urodził się chłopczyk, którego Mama i Tato nazwali Teofilem, ale to już wiecie z poprzedniej bajki…

Główny Biały Fartuch obejrzał maleństwo i zakomunikował szczęśliwej mamie, że jej dziecko nie jest „normalnym” dzieckiem,  ma bowiem  ZD, a TO może wiązać się z licznymi wadami i problemami. Radość Mamy ściął mróz strachu, przerażenia i paniki: Co teraz będzie?!  Dlaczego…?! Czy nasz Teoś słyszy, a może nie widzi… co z jego serduszkiem? Potem przyszła ogromna żałość , Mama płakała całą noc, nie potrafili pocieszyć jej nawet rodzice. Tymczasem maleńki Teo leżał sobie i wygrzewał się w „ocieplaczu ze sztucznym słońcem”, żeby nabrać sił. Następnego dnia Najgłówniejszy Biały Fartuch bezlitośnie wyjaśnił, że mamusie zwykle nie decydują się na urodzenie TAKIEGO DZIECKA, wolą, żeby nie przyszło na świat. Teoś jest i na pewno da sobie radę, ma przecież takich wspaniałych Rodziców. W końcu tobołek z synkiem wylądował w ramionach Mamy i Taty. Różowiutka, piękna buźka, dwie drobniutkie rączyny i nóżki , czyli ma wszystko, co powinien mieć. Pospieszyły zewsząd ciotki – wróżki z życzeniami, gratulacjami, z pomocą, wsparciem. Z dalekiego kraju przyleciała stalowym ptakiem najstarsza ciotka powitać swojego siostrzeńca i stwierdziła, że dzięki niemu stała się mądrzejsza i lepsza, bo wiele musiała przemyśleć i zrozumieć. Druga, najmłodsza  zauważyła, że już nie będzie najważniejsza, bo wszyscy oczywiście teraz najbardziej będą kochać Tośka… Serca trzech Babć i Dziadka Mały podbił z miejsca swoim 21 chromosomem. Zaczęło się przejaśniać, przez strach prześwitywała nadzieja, tym bardziej, że powoli okazywało  się, że oczy widzą, uszy słyszą, organizm jest zdrowy(nie licząc małego defektu serduszka). Na dodatek ciotka Wiedźma(ale z tych dobrych, wiedzących), obejrzawszy Teośka bardzo dokładnie, pocieszyła, że zdrowie mu będzie dopisywać i, że duszę to ma artysty!

I co Ty na to, Teosiu? Dzięki Tobie odkryliśmy , że jesteśmy wspaniałą Rodziną, mamy Prawdziwych Przyjaciół, a Ty możesz liczyć na wsparcie wielu wspaniałych Ludzi na całym świecie! Witaj, Maleńki!

„DLACZEGO…”

BAJKA PIERWSZA DLA TEOSIA (wg pomysłu cioci Molly zapisała babcia Anka)

Gdzieś w kosmosie strasznie ogromniastym i nie do końca znanym kręci się wśród wielu innych błękitna planeta. Ludzie, którzy ją zamieszkują nazywają ją Ziemią. Na Ziemi tętni życie. Rośliny bujnie ją zarastają, woda płynie, zwierząt jest bez liku. W powietrzu unoszą się ptaki i owady, w wodzie pływają ryby i inne stworzenia, a na lądzie można spotkać rozmaite pełzacze, skakacze, chodziacze, biegacze, kłusacze… Wśród nich ponoć najważniejszym jest chodziacz zwany człowiekiem. Ma głowę, tułów, dwie ręce zakończone pięciopalczastymi dłońmi, dwie nogi, na których stoi i chodzi. Człowiek myśli, czuje i jest zazwyczaj bardzo pewny siebie, bo wydaje mu się, że jest najważniejszy na całej Ziemi. Błękitna planeta jest piękna, różnorodna i superkolorowa dzięki Temu, który wie wszystko i decyduje o wszystkim. Dzięki Niemu każdy człowiek ma tyle dobra co zła, mądrości i głupoty i może sam wybierać, kim chce być. Wszystkie stworzenia na Ziemi zbudowane z tego samego tworzywa. Każdy ma swój wzór, informację o tym kim jest, jak wygląda. W Jego planach wszyscy ludzie mają swój kod zawarty w 23 parach CHROMOSOMÓW i dzięki temu mimo różnic w wyglądzie , zachowaniu, charakterze są bardzo do siebie podobni. Czasem jednak w naturze coś się poplącze, nie wiadomo, czy to z Jego woli, czy może Jemu zdarzy się czasem nie dopilnować tworzenia nowego życia, bo już się zmęczył…albo zajęty był czymś innym…Wtedy nowemu człowiekowi może czegoś brakować albo ma czegoś za dużo. Zdarza się, że dostanie dodatkowy ponadplanowy CHROMOSOM.
I co? I rodzą się dzieci białe, czarne, żółte bardzo do siebie podobne, wyjątkowe. Wszystkie mają skośne oczy, małe noski, są nieduże. I wszystkie szczerze się uśmiechają, bo kochają życie, lubią być szczęśliwe.
Pewnego wrześniowego dnia 2013 roku urodził się właśnie taki chłopczyk. Mama i Tato nazwali go Teofilem, na niego właśnie czekali kilka miesięcy. Czytali kiedyś książkę o Teo, który poszukiwał siebie i jego podróż wywarła na nich takie wrażenie, że swojemu synkowi postanowili nadać imię TEOFIL, co znaczy nie inaczej, tylko „miły Bogu”.
Hej! Ty, który wiesz wszystko, pamiętaj o swoim TEOSOMKU, pomóż mu godnie przeżyć dany mu czas.