Top lista książkowych przebojów

Z okazji tygodnia czytania, postanowiłam (w końcu) przygotować długo planowaną listę topów książkowych Teosomka.

Początkowo chciałam podzielić książki ze względu na wiek, dziecka oczywiście, ale okazuje się, że przez niespełna 3 lata życia Teosia, najlepiej sprawdziły się książki ponadwiekowe! Takie, które rosną wraz z nami. Nudzą się, zapominają, a potem powracają w całkiem nowej odsłonie. Pozwalają odkryć w sobie za każdym razem coś nowego. Na  każdej ich stronie kryje się tak wiele, że daje się je czytać wielokrotnie i na różne sposoby, i na różnych etapach rozwoju wciąż do nich wracać.

CHCECIE LISTY, OTO LISTA:

  •  Księga Dźwięków, Wydawnictwo Dwie Siostry, tekst i ilustracje Soledad Bravi.
    http://www.wydawnictwodwiesiostry.pl/katalog/prod-ksiega_dzwiekow.html

Doskonała jako jedna z pierwszych pozycji książkowych malucha. Po prawej stronie duże, proste, kontrastowe obrazki w odpowiednim formacie, po lewej czarno na białym onomatopeja. Do pokazywania i wspólnego oglądania od pierwszych miesięcy życia. A wkrótce również do powtarzania dźwięków i nazw.  Proste,  ale niebanalne ilustracje, ciekawy, szeroki dobór słownictwa (poza oczywistymi zwierzakami, jest też ból, który robi ała,  czy cmokający buziak) i przede wszystkim trochę humoru, (polecam strony o ślimaku i szpinaku ;) ).

Minusem książeczki jest nadmierna grubość niezbyt wygodna dla najmłodszych rączek oraz słaba wytrzymałość klejenia. Nasza książeczka już dawno całkiem porozklejana zyskała jednak nowe zastosowanie: w parach 2×2  dopasowujemy onomatopeję do obrazka, losujemy obrazki i naśladujemy ich dźwięki, na zadrukowanej niczym „Sokole Oko” wnętrzu okładki szukamy wylosowanych obrazków itp.

Prostokątne, kartonowe książeczki Teoś pokochał od pierwszego wejrzenia. Chyba dlatego, że przedstawiają one świat dokładnie taki, jaki Teoś potrafi i chce widzieć i rozumieć. Proste czynności (pukanie, pokazywanie „tam”, dziwienie się) i proste odpowiedzi. Bardzo krótkie teksty , które można dowolnie rozwijać. Przejrzyste  ilustracje o żywych kolorach. Proste – na pierwszym planie zawsze jest  to co najważniejsze, a zarazem złożone – można doszukać się w nich wiele więcej… Zamknięta fabuła zatacza koło, by zawsze skończyć się we własnym domku, w ramionach mamy, w bezpiecznym miejscu (gdzie zaczęliśmy zwiedzanie). Czy takie proste książeczki rosną z Tośkiem? Tak! Od czytania przez mamę, po naśladowanie przez T. prostych gestów, aż do doszukiwania się szczegółów w ilustracjach, samodzielnego czytania, opowiadania… nazywania kolorów, odległości… Wszystko przy akompaniamencie zachwytu i zadziwienia światem.  Książeczki z tej serii były naszym hitem, gdy Teoś miał rok, poleżały trochę na półce, i aktualnie cieszą dwu i pół latka, który z wielką radością i ogromnie mądra miną czyta je samodzielnie swoim pluszakom.

Jeden jedyny minus za psa na łańcuchu w tomie: A dlaczego?

  • Lalo gra na Bębnie, Babo Chce Tam, Binta Tańczy, Wydawnictwo Zakamarki, tekst: Eva Susso ilustracje: Benjamin Chaud                                                                    
    http://www.zakamarki.pl/ksiazki/lalo-gra-na-bebnie.html

Do serii zachęcili nas rodzice starszego kolegi Tocha. Początkowo nie wiedzieliśmy jednak nawet, jak zabrać się za czytanie. Zdania wydawały nam się zbyt proste, zbyt mało opisujące to, co się dzieje… Nie wiedzieliśmy czy czytać, czy opowiadać, czy pokazywać… Na szczęście wszystko wiedział Teoś. Krótkie zdania bazujące na onomatopejach i naśladownictwie to 100% tego, czego 1,5 roczny Teoś oczekiwał od książek. Powoli oswajał się ze światem rodziny Lalo, fascynował odgłosami bębenka, zaciekawiał dźwiękami swojego własnego otoczenia. Razem z Bintą i Lalo odkrył radość z bębnienia i tańczenia… Aż wreszcie ten nieco orientalny, a jednak prosty i poukładany świat stał się tak oswojony, że zaczęliśmy snuć o nim dużo dłuższe opowieści. Teoś odkrył słonia i łosia: malutkie figurki stojące na oknie domku. Odkrył, że żaby lubią deszcz, ale psy i kury już niekoniecznie… Dziś to Teoś czyta nam (a ostatnio tez pasażerom w tramwaju). Pamięta pięknie brzmiące imiona bohaterów, wyczekuje ulubionych momentów, pokazuje jak Binta tańczy pupą, jak tato i Lolo i Babo, przygrywają jej na bębenkach…      [ Seria ta to również hit według babci Tosia, która uwielbia onomatopeje!]

Seria opisana przez nas dokładnie w osobnym poście, tutaj:
http://teosomek.blog.pl/2015/10/09/poszukaj-i-znajdz-ksiazeczka-malucha-wydawnictwo-olesiejuk/

Dodamy, że dziś poza pokazywaniem Teoś nazywa przedmioty na obrazku i powoli ćwiczy budowanie prostych zdań, odpowiadając (jeszcze bardzo niezgrabnie) na pytania: Co robi Krab Fred, Gdzie jest pies Hektor itd…

Gdy Teoś dzięki serii Poszukaj i Znajdź wprawił się nieco w wyszukiwaniu elementów złożonych ilustracji z łatwością i zapałem przeszliśmy do serii książek o Ulicy Czereśniowej. Każdy kadr opowieści o  Ulicy Czereśnowej składa się z ogromnej ilustracji (format 2x A4) Najpierw do poduszki mama Teosomka  snuła każdego dnia historię o innym obrazku… na każdym z nich dzieje zresztą się tyle, że opowieści można snuć niemal bez końca… Potem kartka po kartce, wspólnie wyszukiwaliśmy z Teosiem poszczególnych  bohaterów, śledząc ich losy…Teraz łykamy już na raz całe tomiska, czytając wielopłaszczyznowo i wielowątkowo od dechy do dechy,  poznając przy tym towarzyszące porom roku zwyczaje natury.  Czasem nam się znudzi, ale Czereśniowa zajmuje czołowe miejsce na półce tuż nad Teosiowym łóżkiem i w odpowiednich momentach sama o sobie przypomina.

  • Pan Pierdziołka spadł ze stołka oraz Sny i tobołki pana Pierdziołki, wydawnictwo Zysk i Ska, praca zbiorowa, ilustracje: Kasia Cerazy.                                      
    http://sklep.zysk.com.pl/pan-pierdziolka-spadl-ze-stolka-powtarzanki-i-spiewanki.html

Uwieblienie Teosia dla tych książeczek było dla nas dużym zaskoczeniem. A jednak śpiewanie i rymowanie,  a przy tym masowanie  czy wystukiwanie rytmu zawładnęły naszym wieczornym czytaniem na długo. Pośród banalnych popularnych piosenek i wspominek wyliczanek z dzieciństwa jest sporo niewinnej niegrzeczności i dowcipności. Miło nam się czyta i dużym i małym. A Teoś aktualnie na etapie powtarzania powtarzanek chętnie wraca do tych pozycji.

Na własność posiadamy (na razie) 2 tomy: Dobranoc Albercie Albertsonie oraz Nieźle to sobie wymyśliłeś Albercie, moim zdaniem najlepsze. Pozostałe części czytaliśmy dzięki dostępności w bibliotece. Były to książeczki z nieco większą ilością tekstu na stronie  w stosunku do wszystkich wymienionych wcześniej pozycji. Ilość tekstu zwiększa się bowiem wraz z wiekiem Alberta. W naszych 2 częściach Albert jest jeszcze 4 latkiem, a długość opowiadania starcza idealnie do wieczornej poduchy- zdecydowanie jednak tekstu jest zbyt dużo jak na aktywne czytanie w ciągu dnia.  Książeczki przedstawiają rodzicielskie perypetie Alberta i jego zawsze miłego taty. Nie ma w nich ani trochę mamy, jest za to kwintesencja tatowości moim zdaniem idealnie podpatrzona, a wraz z tą tatowością dokładna i trafna charakterystyka Alberta – typowego przedszkolaka kreatywnego, przebiegłego, marzycielskiego, bardziej bystrego niż rodzicom się wydaje. Przyjemność wieczornego czytania gwarantowana!

Wydanie wielotomowe, tak piękne,  że po prostu warto je mieć. Teoś na razie niechętnie słucha całości baśni (chyba że akurat jest mocno chory), ale z ogromną przyjemnością ogląda niezwykle piękne ilustracje (naszym faworytem są tomy z ilustracjami Pani Ewy Kozyry- Pawlak- uwielbiamy!). Każdy tom zawiera płytę z audiobukiem, co u nas bardzo sprawdza się w fazie: prawie śpię, więc nie musicie już czytać, ale śpię jednak za mało, by  w pokoju zapadła zupełna cisza.

Gromadzenie tomów idzie nam powoli, ale to wzywanie kolekcjonerskie- marzymy by mieć wszystkie!

  • Rok w Lesie, wydawnictwo Nasza Księgarnia, ilustracje Emilia Dziubak.                                                                                                                 
    http://nk.com.pl/rok-w-lesie/2224/ksiazka.html#.V02txuS4c4A

Huczy o nim internet… i słusznie, że huczy! Nic więcej pisać nie trzeba.

  •  Wiersze dla dzieci Tuwim, Brzechwa. Zarówno stare tomy z dzieciństwa rodziców jak i nowe. Aktualnie dostępne są piękne reprinty tych starych wydań, u nas na topie od pierwszych dni życia (w brzuchu!) do teraz.  Kanon kanonów. Nie można nie znać i nie mieć.

________________________________________________________

PS. 1. Wspaniałych książek jest dużo, dużo więcej, niektóre zachwycają nas rodziców, a T. jak na razie całkiem je ignoruje, o innych wiemy, że muszą poczekać jeszcze kilka lat na swój czas.  Są tak piękne, że już czekają na honorowej półce dziecięcego pokoju co jakiś czas wspólnie przeglądane. Niektóre po prostu warto mieć- na zawsze i ponadczasowo i zachwycać się nimi, kiedy tylko ma się na to chęć… Wielu zapewne jeszcze nie odkryliśmy.

PS. 2. W naszej rodzinie książka to podstawa każdego prezentu… każdej wyjątkowej okazji i każdej chwili kiedy po prostu chcemy sprawić sobie przyjemność.  Dlatego w naszym domu książki są wszędzie… ale prawda jest taka, że nie trzeba wcale mieć ich aż tylu, by móc czerpać z nich przyjemność. Ogromną frajdę daje dziecku korzystanie z biblioteki. Wybieranie, wypożyczanie oddawanie… Można dzięki temu czytać wciąż coś nowego i sprawdzać, które książki naprawdę chcemy mieć w domowej biblioteczce. Teoś chętnie korzysta z biblioteki osiedlowej , a z największą przyjemnością (bo choć pakujemy sporą własną kolekcję, zawsze okazuje się za mało…) z bibliotek szpitalnych.

Nawet roczniaki, nawet maluchy, są mile widziane w bibliotece.

12108756_422786217920063_8362049497761966650_n 10314753_251926625006024_6250958562442183949_n 1601341_238270419704978_821060934_n mał 10817187_10204374787923411_290659471_o _______________

Edit: Zapomnieliśmy o Bardzo Głodnej Gąsienicy i innych książeczkach Erica Carle wydawnictwa Tatarak. Mają oczywiście Grand Prix listy czytelniczej Tosia, choć aktualnie odpoczywają po prawie miesiącu podróżowania jako lektura tramwajowa w drodze do przedszkola…

http://tatarak.com/ksiazki-od-1-roku/1-bardzo-glodna-gasienica-9788392592938.html

13045582_1080847708642920_55803016_n

z Teosiem rozmowy…

W Tramwaju (droga powrotna z przedszkola)

-T: milczenie
-Mama: milczenie

nagle T: Olo, Olo!
Mama: Olo? Olo był dziś w przedszkolu? i co robił?
T: Olo baaaawi!
Mama: Bawiłeś się z Olim? A w co? Czy bawiliście się samochodami?
T: Nie! … i po chwili… Babko, babko.

W tłumaczeniu z teosomskiego: dziś w przedszkolu Teoś z Olim robili babki z piasku. Dowód jest: buty pełne piaskownicy

Teosomski TheraTogs szuka nowego ciałka.

W dobre ręce, a dokładniej na dobre ciałko  oddamy Teosomkowy kombinezon Thera Togs.
___________________________________________________
Kombinezon, w rozmiarze infant (6,5-11,5 kg), wersja full body podstawowa: kamizelka, spodenki, 3x krzyżak, 3 razy pasek + 2 paski sztywne oraz zestaw zaczepów ( dzięki tym wszystkim dodatkom możemy zaktywizować mięśnie, które chcemy zaktywizować i dać odpocząć tym, które chcemy by odpoczęły ;). Możemy korygować wady postawy i nieprawidłowe nawyki motoryczne itd, itd, itd… ).
Teoś korzystał z tego cudu   od lipca 2015 do maja 2016 (z przerwami na chorowanie). Mama Teosia prała i użytkował kombinezon zgodnie z zaleceniami producenta.
___________________________________________________
W zależności od upięcia kombinezon może pomóc w terapii zarówno dzieciom z obniżonym, jak i z podwyższonym napięciem mięśniowym. Dobrze sprawdza się także w stymulacji czucia głębokiego. Dodajemy w pakiecie instrukcję zakładania i służymy radą ;).
Więcej dokładnych informacji znajdziecie w internecie.
np tu: http://theratogs.com/

Kombinezon wykonany jest z innowacyjnej pianki, która kruszy się i rozciąga, dlatego producent zaleca wymianę kombinezonu po 1-1,5 roku regularnego użytkowania (o ile oczywiście wcześniej się z niego nie wyrośnie, tak jak w naszym przypadku). Teoś swój kombinezon użytkował przez 10 miesięcy, a odliczając od tego choroby i inne niedogodności, wychodzi pełnych 8. Tak więc mamy nadzieję, że jeszcze przez kilka miesięcy może komuś posłużyć.

Oczywiście pianka straciła nieco na swojej elastyczności,  a w kilku miejscach zyskała trwałe zabrudzenie (do prania kombinezonu nie wolno używać detergentów), ale z pewnością jako zestaw startowy aby przymierzyć,  czy pasuje nam i maluchowi, przyzwyczaić malucha do ucisku itp. sprawdzi się znakomicie. A jeśli znajdzie się maluch bliski dolnej granicy wagowej (6-8 kg) da się osiągnąć bardzo dobre i mocne naciągnięcie, kombinezon posłużyć może spokojnie kilka ładnych miesięcy lub dłużej.

Piszcie śmiało przez bloga lub Fb, lub prosto na maila: celka.kamecka@gmail.com

11411751_394045174127501_4095529709200286979_o13162002_10208009181020967_440372212_n

Wieczorne rytuały

Po kąpieli Teoś zabiera z maty Lolka i Hanię (dla niewtajemniczonych Lolek to pluszowy lalek Teosia, Hania to pluszowy piesek odziedziczony po cioci Agacie).

Najpierw jednego, potem drugiego pluszaka  targa na łóżko (ze względu na brak  wolnych rąk podczas raczkowania używa do tego kolan przepychając zabawkę coraz bliżej celu).

A gdy już sam wgramoli się  na materac podnosi kolejno Lolka, potem Hanie, każdego przytula, całuje, gładzi (dokładnie taką samą, parzystą ilość razy) i odkłada na poduszkę. Potem sam bierze smoka i kładzie się obok.

Leży chwilę z ogromnym uśmiechem na twarzy, po czym wybucha śmiechem i siada.

Podnosi Lolka (niegrzeczny- nie chce spać), znów go gładzi, całuje, przytula, nuci Aaaa.

Podnosi Hanię, która w ślad za Lolkiem tez się obudziła. To samo: tulenie, gładzenie, całowanie, śpiewanie.

Odkłada pluszaki i kokosi się obok ze smokiem. Czekamy z nadzieją, czy nadejdzie sen…

Nie! Pluszaki znów się obudziły. Teoś też wstaje.

Chyba trzeba poczytać im książkę. Najpierw czyta T. Wyciąga książkę wepchniętą między kaloryfer i materac. Naprzeciw siebie sadza Hanię i Lolka, i czyta (na topie Sny i Tobołki Pana Pierdziołki). Pokazuje świnki i coś tam opowiada, ale że wypowiedź nie trzyma rymu, bierze smoka, przekazuje lekturę mamie i opada z Lolkiem i Hanką na poduchę.

Po przeczytaniu 2/3 wyliczanek wszystkie 3 nieśpiochy wreszcie smacznie śpią. Ufff, wieczór należy do rodziców! ;)

Czy te rytuały, to nie przypadkiem wpływ zbyt częstego czytania Dobranoc Albercie Albertsonie do poduszki?

13162467_10208008314519305_2020315034_n(1)

Podróże Teo

  • autem
  • tramwajem
  • bryczką
  • autobusem miejskim, podmiejskim i międzymiastowym
  • rowerem i rowerem wodnym
  • kajakiem i pontonem
  • pociągiem osobowym, pośpiesznym i ekspresowym  (w tym starym wagonem z przedziałami i nowoczesnym z miejscem na wózek)

,a ostatnio też metrem….

13149876_10209672871205366_1088747339_n

 

Zaplanowany ubiegłego lata rejs statkiem zakończyliśmy jeszcze przed startem niespodziewaną gorączką, ale w tym roku zamierzamy nadrobić zaległości w transporcie wodnym i powietrznym.

Przygodo, czekaj!