O ELA, ELA!

Zbliża się pora spania, wybieramy z T. 3 książki do przeczytania przed zaśnięciem i ładujemy się do łóżka. Najpierw wspólnie czytamy Wymyśl Coś (choć książeczki z tej serii zawsze kończą się motywem zasypiania, Teoś przy nich tak się emocjonuje, że nie ma co liczyć na wyciszenie). Następnie T. zabiera się za swoje mleko migdałowe, a ja czytam mu Dobranoc Albercie Albertsonie. Wraz z kolejnymi wybrykami Alberta, T. zamyka coraz mocniej oczy. Wreszcie zasypia książkowy Albert, a mi się wydaje, że i naszemu Teosomkowi niewiele brakuje. Przytulam go więc i paręnaście minut leżymy sobie spokojnie. A Kiedy wizja herbaty i sprawdzenie Facebooka wydaje mi się już całkiem realna Teoś nagle otwiera szeroko oczy, siada na łóżku i krzyczy: Ela! Ela! Ela! Ela! No tak, przecież miały być 3 książki. Do rachunku brakuje jeszcze pozycji Ubranka Eli. Przeczytane, wykokoszone, śpi.

—————————————————————————————————–

Ostatnio piszemy dużo o czytaniu i można by pomyśleć, jak wspaniale mija nam czas. Niestety profilaktyczne zdjęcie RTG przed hipoterapią pokazało przemieszczenie kręgu C2 w odcinku szyjnym Tośkowego kręgosłupa. Rzeczywiście dzięki czytaniu czas z ograniczoną rehabilitacją i ogromnym stresem o Tosia rdzeń kręgowy mija nam całkiem przyjemnie, ale pomiędzy lekturami martwimy się bardzo i znów zwiedzamy przeróżne gabinety specjalistyczne. Niebawem rezonans, trzymajcie kciuki aby ten kręgozmyk okazał się kręgo- zmyłką !

pierwsze kłamstwo

Leżymy czytając Mama Mu (mi się ta seria średnio podoba, za to T. bardzo chętnie wysłuchuje przed zaśnięciem całego tomu, z uwagą przyglądając się obrazkom).

Nagle Teoś zaczyna się napinać, przerywam więc i pytam, czy chce kupę. Kręci głową na NIE i pokazuje książkę, by czytać dalej.

Czytam więc, ale po chwili Teoś znów się pręży, więc przerywam  i pytam, czy chce kupę. Kręci głową na NIE i pokazuje książkę, by czytać dalej.

Przy kolejnych stronach T. jest już szary z tego prężenia, ale zapytany czy chce kupę- kręci głową.

Wreszcie kończymy, więc pytam podejrzliwie: Teoś zrobiłeś kupę? T. kiwa głową i uśmiecha się niewinnie. Pielucha pełna.

____________________________________

Należy uzupełnić, że już od bardzo dawna udaje nam się złapać do nocnika praktycznie wszystkie kupy Tosia. Od kilku miesięcy, zapytany we wczesnej fazie majstrowanie czy chce kupę, Teoś odpowiada twierdząco kiwaniem głowy i pięknie załatwia sprawę na nocniku. Od 2 tygodni T. potrafi równie trafnie zaprzeczyć, jeśli faktycznie nie ma potrzeby siadać na nocnik kręci głową.

 

Czytam książki dla dzieci…

Na początek TRUIZM: kiedy zostajemy rodzicami, zapominamy (przynajmniej trochę), jak to jest być dzieckiem. I to co kiedyś uznalibyśmy za wielką przygodę, zaczynamy odbierać jako niesforność swojego potomstwa.

Jeśli jednak jeszcze pozostało w Was coś z dziecka, polecam – profilaktycznie, jeśli zaś czujecie, że wolicie nie pamiętać tego, że byliście dziećmi, to zalecam – leczniczo… W każdym razie KONIECZNIE sięgnijcie po książki Astrid Lindgren: doskonały suplement diety dla każdego rodzica. Przywraca pamięć skuteczniej i z pewnością przyjemniej niż wyciąg z żeń szenia!! Swym doskonałym poczuciem humoru wpływa świetnie na mięśnie brzucha, a wspólne głośnie czytanie działa na każdego członka rodziny lepiej niż całe spektrum minerałów.

Teoś słuchał książek Astrid już pływając w brzuchu mamy, wówczas poza kopniakami nie miał zbytnich możliwości wyrażania swojego osądu. Dziś, choć ma dopiero 2 lata, i jako mama mam świadomość, że z tych długich tekstów jeszcze niewiele rozumie- słucha chętnie, ale co ciekawe, nie każdego tomu!

W ten sposób odrzucił już My na Wyspie Saltrakan oraz dwie części Madiki… Niestety ku mojemu małemu rozczarowaniu przygód Pippi wysłuchał lekko na przymus.. Za to połknął uszami: Dzieci z Bullebryn, Dzieci z ulicy Awanturników, Emila ze Smalandii i Ronję.

Dodam, że nie katuję Teosia przymusem grzecznego siedzenia i słuchania. Czytamy te tomiska tylko przed zaśnięciem lub, gdy Toś choruje i ma ochotę na całodzienne przytulanie ( w ten sposób podczas pobytu w szpitalu w 2 dni przeczytaliśmy całą Ronję, a Pippi czytaliśmy przy ostrym rota wirusie).

Jestem jednak przekonana, że głos mamy działa na T. kojąco i uspokajająco oraz, że coś tam musi sobie myśleć o tych naszych lekturach, skoro jednoznacznie odrzuca niektóre z nich.

Wierzę  też, że nadejdzie czas, kiedy Teoś będzie wieczorami czytał nam rozdziały ulubionych powieści.  Na zmianę z młodszym rodzeństwem… O tak! Widzę to już oczyma wyobraźni!

Tymczasem jest mi wspaniale móc wrócić bez wyrzutów do książek z dzieciństwa i czuję się przez to o wiele mądrzejszym rodzicem… choć nie realizuję podręcznikowego/ medialnego/ modnego programu wychowywania potomstwa. Czytając książki Astri, czuję się lepiej w swoim byciu nieperfekcyjnym rodzicem…

Jeżeli czytając o bombowych, czasem mocno niesfornych pomysłach bohaterów książek Astrid, chce Wam się śmiać (a może wspominacie własne występki?), mam nadzieję, że z większym poczuciem humoru uda się Wam spojrzeć na codzienne sprawy i czasem wydumane problemy. A jeśli uważacie, że w dzisiejszych czasach dziecięca fantazja została wyparta przez gotowce proponowane przez telewizję i komputer, co Wam szkodzi potomstwu nieco podpowiedzieć (w Bullerbyn czy Smalandii pomysłów znajdziecie co nie miara).

Najważniejsza rada, płynąca z książek Astrid : Daj dziecku pole do samodzielności i kreatywności. Sprawdzi się i w codziennym życiu, i w kryzysowych sytuacjach, i… gdy Ciebie zabraknie.

Jako dziecko, ale również i jako dorosła osoba, teraz mama jestem największą fanką Pippi, której przygody, nawet gdy byłam już prawie poważną studentką, wciąż czytał mi na glos tata. Rozumiem jednak, że dla niektórych rodziców nietuzinkowość Pippi może być zbyt drastyczna.

Z pełną odpowiedzialnością mogę za to poręczyć, iż nie ma piękniejszej książki o rodzicielstwie, wychowaniu, buntowaniu; srogim i zakochanym w córce zarazem tacie- mamie, który choć gotuje i sprząta, to tak naprawdę zza kulis kieruje grupą rozbójników; o cudzie obcowania z naturą; wyfruwaniu z gniazda… Nie ma trafniejszej niż Ronja…

Jakie to szczęście, że nasza domowa biblioteczka pełna jest powieści Astrid zbieranych przeze mnie w latach 90, a wcześniej przez mamę.

I jakie to szczęście, że wciąż wydaje się je na nowo…

Aktualnie powieści Astrid Lindgren możecie znaleźć w wydawnictwach: Zakamarki
http://www.zakamarki.pl/
 oraz Nasza Księgarnia
http://nk.com.pl/

Teosomki gorąco polecają!

___________________________________________

Ps. Ze względu na ogromną ilość zabawnych momentów istnieje duże ryzyko obudzenia świeżo zaśniętego dziecka własnym śmiechem, ale przecież to tylko pretekst by móc czytać dalej ;)

12169787_10206639822867869_1790166470_o

Poszukaj i Znajdź. Książeczka Malucha, Wydawnictwo Olesiejuk.

O ile Obrazki dla Malucha (najpopularniejsza seria tego wydawnictwa) nie do końca przekonały Teosia – może dlatego, że zabraliśmy się za nie zbyt późno, gdy T. oczekiwał już czegoś bardziej skomplikowanego, o tyle seria dla starszaków (warto dodać, że znacznie większego formatu)  od kilku miesięcy sprawdza się u nas znakomicie.

Teoś już długo jest na etapie zadaniowym, lubi rozwiązywać zagadki, ale też szybko się nudzi, gdy poziom trudności jest zbyt niski. Dlatego proste pytania typu: pokaż kotka, pokaż pieska itd.. już go na dłużej nie przekonują. Jednocześnie, gdy zaczynaliśmy z Poszukaj i Znajdź, nie potrafił jeszcze tak precyzyjnie patrzeć, by wyszukać na złożonych obrazkach małe szczegóły i przy Ulicy Czereśniowej, którą my jesteśmy zachwyceni, dość szybko tracił cierpliwość.

Książeczki od Olesiejuka są doskonałym etapem przejściowym, między książeczkami dla maluszków, a samodzielnym oglądaniem bardzo złożonych ilustracji.

W tematycznych tomach (Las, Gospodarstwo, Zoo, Park, Żłobek itp.)  zgodnie z prostą historią  zilustrowane są przestrzenie, a w nich ukryte związane z nimi zwierzaki i przedmioty do odszukania.   Umieszczona na marginesie lista ma sugerować poszukiwania. Niektóre elementy  są mniejsze i bardziej ukryte, inne duże i łatwe do znalezienia. Przewodnikiem każdego tomu jest jedno zwierzątko (małpka, myszka piesek, kotek…), które skrzętnie ukrywa się na każdej stronie i najtrudniej je odszukać, choć jednocześnie o tyle łatwiej, że dziecko najlepiej oswaja się z jego wyglądem.  W początkowym etapie za pomocą książeczek można także po prostu  ćwiczyć z dzieckiem rozumienie: „taki sam” .

Dzięki takiemu podziałowi poziomu trudności nawet początkujący maluch będzie mógł się cieszyć, że coś celnie odnalazł. A książeczki posłużą na dłużej, aż uda się sprawnie odszukiwać także najmniejsze i dobrze ukryte elementy.

Dla nas ogromnym plusem jest  również ciekawie tematycznie podzielona nauka słownictwa.

Duży plus przyznajemy  także występującym w każdym tomie zwierzakom  ( myślę , że nie tylko dla Tosia są one dobrą motywacją do obserwacji i poszukiwań).

Mały minus za rozplanowanie przestrzeni. Może jestem nieco czepialska, ale listę przedmiotów do znalezienia umieściłabym zawsze po lewej stronie planszy (aby wspierać nawyk czytania od lewej do prawej), a nie tak jak jest: naprzemiennie.

Po treningu z Poszukaj i Znajdź już dużo sprawniej wkraczamy w świat Ulicy Czereśniowej, choć wciąż nie ma u nas dnia bez serii Olesiejuka.

Z tego wydawnictwa polecamy również:

-Zeszyty z zadaniami adresowane do poszczególnych grup wiekowych. My mamy Zadania 2 latka, Naklejki 18 mc i Naklejki 2 latka.  Zadania moim zdaniem są sensownie dobrane pod grupy wiekowe. Jest w nich wszystko to, co ważne, w tym : sekwencje, pamięć słuchowa, ćwiczenia na taki sam, rozróżnianie Duży- mały, kategoryzowanie kolorów itp.)

- Serię zakręconych, szeleszczących i innych wierszyków logopedycznych, które Teoś (nie wiedzieć czemu lub może w trosce o trening językowy rodziców) upodobał sobie do słuchania.

Książeczki Olesiejuka  w dobrej cenie można czasem upolować w supermarketach, warto zajrzeć także na stronę wydawnictwa: http://www.wydawnictwoolesiejuk.pl/

Polecamy! 

mał

Bilans i bunt dwulatka

To, że Teoś połknął budzik i bez względu na okoliczności wstaje co dzień punkt 6:25 wiemy już od dawna, ale że połknął także kalendarz… Albo przynajmniej kartę z 28 Wrześnie 2015 roku to już chyba nieco za dużo, jak dla jednego, małego brzucha ;)

Tymczasem dokładnie w dniu swoich urodzin Teoś przetransformował się w wzorowego dwulatka.(Pisząc wzorowy na pewno nie mamy na myśli tego, że jest grzeczny i posłuszny. Wzorowo wpasowuje się za to w dwulatkową niesforność.)

Od pamiętnego poniedziałku ubieranie, jedzenie, wieczorna i poranna toaleta, wychodzenie na spacer, zasypianie, wstawanie , przewijanie itd. itp…  stały się dla nas nie lada wyzwaniem. Teoś jest głodny, ale nie chce siedzieć i jeść; chce iść na spacer, ale nie chce się ubierać; chce się kąpać, ale nie chce wejść do wanny; wstaje rano, ale by jeszcze pospał… nie chce się rozbierać, a rozebrany nie chce się ubierać…  Oj nie jest łatwo przekonać dwulatka do wykonania jakiegokolwiek planu.

Mimo to cieszymy się. Taki bunt to przecież właściwy rozwój. Cieszymy się tym bardziej, że wraz z drugimi urodzinami przyszedł długo wyczekiwany skok ruchowy. Taki skok, którego jeszcze nie było! Nagle Teoś stał się nadruchliwy, przestał interesować się zabawami „w spoczynku”, zaczął samodzielnie i wnikliwie  zwiedzać wszystkie kąty domu, Dorotkowa, placu zabaw, a nawet szkoły, przychodni i sklepu ze zdrową żywnością.  I to zwiedzać na pięknych, poprawnych czworakach, które tylko czasem rozjeżdżają się na zbyt wypastowanej posadce lub gdy trzeba wdrapać się pod górkę.

Tak więc mamy w domu ruchliwego buntownika, za którym trudno nadążyć i jest to najcudowniejsze wyzwanie jakie mogliśmy sobie wymarzyć.

_________________________________________________________________________

W dniu drugich urodzin bilans Teośkowych umiejętności realnych i potencjalnych wygląda tak:

Mówię coraz więcej

- Teoś doskonale rozumie mowę bierną:

  • zna nazwy prawie wszystkich zwierzaków (nawet tych najdzikszych typu pancernik) i potrafi wskazać je na obrazku lub wybrać ze swojego pudła ze zwierzątkami.
  • Orientuje się w schemacie ciała oraz w swojej garderobie (wie, że czapkę wkładamy na głowę, skarpetki i buty na stopy, a okulary na nos)
  • Zna kolor czerwony i potrafi wskazać czerwone przedmioty lub obrazki
  • Reaguje na to co mówią dorośli próbując dodać „swoje 3 grosze” po teosomsku, jeśli usłyszy coś znajomego.
  • Znajduje na złożonych ilustracjach obrazki, o które jest proszony.
  • Tańczy z pokazywaniem piosenki: Krasnoludki, Głowa Ramiona,  Koła Autobusu.

- Mówi po teosomsku coraz częściej wtrącając polskie słowa:

  • gestem lub onomatopeją nazywa większość zwierzątek (wszystkie gospodarskie i wiele leśnych i dzikich).
  • Mówi MAMA, BABA, DZIADZIA, TATA, AGA (na ciocię Agatę), GAGA (na gwiazdę), BABA (na żabę), BIBA (na rybę), BELA (na Belę- psa dziadków), ŁAŁA (na korale), IŚ (na misia), IŚ ŁAŁA ( na misia koala), BEBLA (na zebrę), LELA (na karuzelę), JAJO (na jajo), BALO (na balon), JEDZIE (na pociąg), LALA (na lalę).
  • Rozpoznaje i nazywa gestem lub onomatopeją różne czasowniki : JEŚĆ, MYĆ SIĘ, SPAĆ, PIĆ, RYSOWAĆ, ŚMIAĆ SIĘ, KASZLEĆ, KICHAĆ, CHOĆ, DAJ (tu nawet mówi czasem AJ) , CHODZIĆ, BIĆ BRAWO, PAPA, CZESAĆ SIĘ, MYĆ ZĘBY, TRĄBIĆ, PŁAKAĆ, ŚPIEWAĆ, TAŃCZYĆ, ROZMAWIAĆ PRZEZ TELEFON, GRAĆ NA BĘBNIE.. Potrafi też w ten sposób powiedzieć czego chce.
  • Potrafi potwierdzić gdy czegoś chce. W tym potrafi potwierdzić gdy chce mu się kupę (wszystkie kupy robi na nocnik).
  • Nazywa onomatopejami różne przedmioty: AUTO (brrr), PIŁKA (bam), BĘBEN (bum) itp.
  • Rozpoznaje zapis graficzny i potrafi wymówić samogłoski: A, E, U, O.
  • Rozpoznaje zapis graficzny swojego imienia (TEO) oraz MAMA, BELA, BA, MA, PA.
  • Wymawia głoski BA, MA, GU, KO, BE, LA, DA, JA , a coraz częściej : PA, GI, BI, BU, CI, …
  • Zapytany ile ma lat pokazuje 2 palce i odpowiada KA.

 Jest małym bystrzakiem

  • Wie do czego służą wskazane przedmioty (łyżeczka, kubek, kredka, piłka, szczotka, szczoteczka do zębów, mydło.. ).
  • Orientuje się w przestrzeni:  potrafi pokazać gdzie w domu leżą czapki, gdzie buty, gdzie jest kuchnia, gdzie łazienka, gdzie stoją książki, gdzie jest koń na biegunach, gdzie naklejka z żyrafą, którędy się wychodzi, w którą stroną poszła mama itp.
  • Układa sekwencje: do  czterech elementów z kształtów lub kolorów, do 6 elementów z obrazków.
  • Potrafi dopasować taki sam, podzielić przedmioty lub obrazki pod względem koloru (jeśli kolory są kontrastowe: np. czerwony- żółty, czerwony- zielony, zielony- żółty) oraz rodzaju (np. oddzielić psy od kotów, gwiazdy od kółek).
  • Zapamiętuje fabułę ulubionych książeczek i przy kolejnym czytaniu „przewiduje” co zaraz będzie.
  • Zapytany: gdzie jest Teoś albo kto jest mamy skarbem, albo kto chce rysować itp.: pokazuje na siebie i odpowiada JA.

 W końcu „idę” do przodu

  • Nareszcie raczkowanie przejęło prym nad pełzaniem. Teoś raczkuje chętnie, często (a nawet cały czas), wszędzie i długodystansowo.
  • Coraz częściej też podnosi się sam do klęku, a czasem nawet do stania.
  • Bez problemu sięga przedmioty z wyższych półek lub stoliczka.
  • Bardzo lubi ćwiczenia w pozycji pionowej, choć samodzielnie nie potrafi jeszcze stać.
  • Lubi zabawy ruchowe: przepychanie się, przełażenie przez przeszkody, zjeżdżalnie, huśtanie, grę w piłkę…

 Wciąż muszę pracować nad:

  • staniem, kontrolą ciała, mięśniami brzucha, poprawnym siadem… =  napięciem mięśniowym i docelowo chodzeniem.
  • Precyzyjnym chwytaniem: choć Teoś chwyta pensetowo, to wciąż jeszcze raczej ze  słoniową precyzją. Układając jeden drobny element rozwala przypadkiem 3 leżące obok ;) Ćwiczymy więc nawlekanie, chwytanie, naklejanie i układanie we właściwe miejsca z jak najlepszą celnością.
  • Poprawną wymową nowych głosek, przede wszystkim PA, oraz wymową samogłosek I oraz Y.
  • Rozpoznawanie zapisów graficznych głosek
  • Kląskaniem i całowaniem (czasem się udaje, a czasem nie).
  • Wymową własnego imienia.
  • Zaprzeczeniem : Teoś kręci głową jeśli czegoś nie chce, ale nie zaprzecza jeśli np. pokazując lwa pytamy czy to jest pies (choć, że lew nie jest psem Toś wie doskonale) lub pokazując obrazek  z krowami pytamy czy jest na nim kot itp..  Ćwiczymy też aby poza kręceniem głowa pojawiło się jakieś dźwięczące podobnie do NIE słowo.
  • Samodzielnym jedzeniem i piciem z otwartego kubka.
  • Łączeniem prosta linią dwóch elementów podczas rysowania.
  • Dalej układamy sekwencje, poznajemy kolory i kształty,  uczymy się nowych słów, itd., itp…

 *************BONUS;)************************************************************************

 Teoś dwulatek najbardziej lubi:

  • zwiedzać świat na czworaka;
  • czytać, czytać i jeszcze raz czytać.. sam lub z rodzicami..;
  • bawić się swoimi figurkami zwierząt (ustawiać je, nazywać, chować w domkach, karmić, poić, chodzić nimi/ i z nimi na spacery…);
  • rysować i malować po kartkach, podłogach, ścianach i po sobie samym;
  • bawić się na placu zabaw z innymi dziećmi;
  • wygłaszać długie obfitujące w gestykulację monologi po teosomsku.

 Teoś dwulatek najbardziej nie lubi:

  • siedzieć spokojnie podczas jedzenia;
  • wykonywać (jego zdaniem zbędnych) czynności poprzedzających to na co ma ochotę (np. ubierać się przed spacerem, rozbierać przed kąpielą, siadać przy stole aby zjeść itp..) ;
  • gdy będąc na zakupach znajduje jakaś książkę, a mama nie pozwala zabrać jej do domu.

12034384_10206537625112989_3135021154322412691_o