Noe

Fascynacji zwierzątkami ciąg dalszy..

Od około miesiąca Teoś posiada kolekcję figurek zwierzaków domowych oraz kilka dzikich. Kolekcja jeszcze się zbiera, więc na razie dopełniają ją okazy produkowane w przeróżnym designie, pod szyldem przeróżnych firm zaopatrzenia dziecięcego. W komplecie są nawet 4 teletubisie.  Łączy je miniaturowy kształt pozwalający zmieścić się wspólnie w pudełku.

Z samego rana (a potem jeszcze kilka razy dziennie) Teoś otwiera pudełko i wyciąga po kolei wszystkie zwierzaki. Ogląda i odkłada na kupkę obok. Następnie kiedy pudełko jest już puste znów kolejno podnosi każde zwierzątko i pokazuje nam, czekając aż podamy nazwę oraz onomatopeję.

Dalej to już  nie do końca wiemy co się dzieje w głowie Teosia. Część zwierzaków wraca z powrotem do pudełka, część Teoś wyrzuca daleko przed siebie, a część odkłada w jeszcze jakieś miejsce. Z wielką uwagą grupuje zwierzaki, a my wciąż zastanawiamy się  według jakiego klucza. Ja wyobrażam sobie, że to Noe i plastikowa arka w pudle.

______________________________________________________________________

Wydając dźwięki zwierzaków najwięcej problemów sprawiają nam wielbłąd i niedźwiedź polarny- może coś podpowiecie?

11167496_10205464987537720_1529339664_o

Obserwator przyrody

Spacer:

Teoś nie chce się ubierać. Wyglądamy więc przez okno:

- „Gugu, gugu!”.

Tak na podwórzu są psy i koty. Udaje się sprawnie włożyć wierzchnie ubrania i już schodzimy po schodach. Teoś cały wierzga nie mogąc się doczekać.

Zaglądamy przez płot do rozszczekanej Lessie. Wózek ustawiamy tak, żeby było widać i starą wilczurzycę Joko i łażące w różnych kierunkach koty podwórkowe. Teoś zafascynowany, można spokojnie zapinać pasy, upychać manatki i kremować usta.

Bazując na tych uniesieniach udaje nam się przejść kawałek ulicy Mickiewicza. Na Sienkiewicza jest już mały niepokój, bo po drodze nie było jeszcze żadnych zwierzaków. Na szczęście tuż za skrzyżowaniem z Krasińskiego w oknie na parterze siedzi ładny kot.

Stop. przystanek na oglądanie kota.

Udaje się ruszyć dalej, wchodzimy do parku…

Stop. przystanek na buszujące w parkowym runie gołębie.

W oddali widać psa, wyruszamy w jego kierunku…

Stop. Kos i sroka.

Jednak, chcemy zobaczyć jakiegoś psa, idziemy więc dalej i nawet udaje nam się dojść do „wodospadu”….

Stop. piękny szczeniaczek, aż prosi żeby go pogłaskać.

Stoimy z 5 minut, zachwycamy się szczeniaczkiem…

Stop. nadchodzą jeszcze 2 psy: duży i mały. Razem z nimi udaje nam się zejść na dół do Martwej Wisły.

Stop! Kaczki,

Stop! Łabędzie,

Stop! jednak znowu psy.

_________________________________________________________________________

Jest 18, Teoś trochę za późno zasną i przeciąga mu się popołudniowa drzemka. Gadamy, hałasujemy, ale nie możemy go dobudzić. W końcu ktoś przychodzi do sąsiadów z podwórza i Lessie zaczyna szczekać. Teoś otwiera szeroko oczy i mówi pełen fascynacji „Gugu!”  (Mieszkamy na 3 piątrze grubościennej kamienicy z plastikowymi oknami).

_________________________________________________________________________

W języku Teosia „Gugu” oznacza psa, kota oraz królika domowego (lub inne zwierzątko  które da się pogłaskać).

Hortiterapia w wydaniu mieszkaniowym

Horiterapia, czyli terapia ogrodem. Siejemy aksamitki oraz zioła., które wystawimy za okna od strony podwórka.

Dotykamy, ugniatamy, przesypujemy… Zaklejamy oko i ĆWICZYMY CELNOŚĆ (najpierw ziemią do doniczek, potem ziarenkami do dołeczków).

1. Nasiona aksamitków zbierała mama późnym latem.

2. Ziemia taka ciężka, że mama musiała trochę pomóc (Teoś nasypywał to co spadło na podłogę).

3. Nasionka już przygotowane?

4. Jeszcze tylko mama zrobi dołeczki…

5. i zaczynamy!
6. Trochę nie trafiamy do tych dołeczków, 

7. a drugie trochę wyleciało na rajtuzy…

8. ale w doniczce też jest sporo- przysypiemy je ziemią! (Babia Anka, czy tak to powinno wyglądać??).

9. Na koniec uklepywanko.

10. Doniczka nr 2: ziołowa.

11. Trochę się już wkurzam na zaklejone oko.

12. Robimy dołeczki…

13. i wsypujemy nasionka14. i jeszcze jedne… (idzie nam już coraz lepiej!)15. Na koniec wszystko trzeba podlać (czy trzeba?? nie wiemy! nie znamy się na ogrodnictwie:/ )16. Teoś sam!17.  Trochę się napije.. (żart!)
18. Gotowe! Teraz tata wystawi donice za okna.19. Pamiętajcie żeby po wszystkim dokładnie umyć ręce!

Panna S. (czyli nowa przygoda z soczewką miękką)

Oczy Teosia zaopatrzone i chronione.
Od tygodnia używamy soczewki miękkiej, właśnie zamówiliśmy zapas wraz z niezbędnymi akcesoriami.
Miękkie soczewki to nic wyjątkowego. Jeśli nie nosisz ich Ty, to na pewno znasz przynajmniej kilka osób z nich korzystających.
Jednak dla nas i półtorarocznego oczka Teo to duże (dosłownie!) wyzwanie. Zakładanie, wyjmowanie, zakrapianie… i wszystko całkiem inaczej niż w przypadku soczewek twardych.
Na szczęście dajemy radę, a przede wszystkim radę dają Teosomek i Tata Teosomka, który najsprawniej radzi sobie z obsługą soczewki.
Całe to zamieszanie ma za to wiele plusów. Soczewki miękkie są delikatniejsze dla oczka, łatwiej dobrać właściwy rozmiar i trudniej je zgubić. A jeśli już się to zdarzy lub soczewka zostanie uszkodzona. Nowa jest łatwo dostępna (nawet w Toruniu!).

Soczewka Teosia jest tak nowej generacji, że ho ho ho!
Nie ma problemu żeby zdrzemnąć się w niej w ciągu dnia, nie musimy martwić się o wilgotność, odżywienie rogówki i inne ważkie sprawy. Niestety musimy wymieniać ją co 2 tygodnie, co w półrocznej kalkulacji cenowej nie wypada znacznie atrakcyjniej od soczewki twardej (ale trochę lepiej tak!) .

Jednak po tygodniu użytkowania myślimy, czujemy, wiemy… że warto!

Dziś poza zamówieniem 6 sztuk soczewki zakupiliśmy również przeciwsłoneczne okulary (oczka Teosia nie lubią słońca: łzawią, czerwienią się i ropieją, a Teoś niezacieniony dostaje histerii). Pierwszy spacer zaliczony, użytkownik zadowolony! Ani razu nie ściągną gogli z nosa!

JAK WAM SIĘ PODOBA?

11146353_10205355731846396_35362816873939977_o