Jak Pomorze nie pomoże to pomoże może morze a jak morze nie pomoże to pomoże może Gdańsk

Morze pomaga: na zmartwienia związane z koniecznością wymiany soczewki, na zmęczenie rehabilitacją i czekanie na „efekty”, na brak cierpliwości dla codzienności.
I Pomorze pomaga, a w szczególności Gdańsk i wujek Michał, dzięki któremu wieść o zapotrzebowaniu na nową lunetę poszła w szeroki świat. Jest też nadzieja, że kolejne wymiany soczwy będą przebiegać już sprawniej i z mniejszą ilością stresów.
Bez niespodziewanego rozwoju okulistyki dziecięcej postępującej wady wzroku Teosia nie da się zatrzymać, ale czy to znaczy, że regularne noszenie lewej soczwy i zaklejanie prawego oka nic nie zmienią?
Nie.
Patrzenie jest w oku, ale widzenie w mózgu. Gdyby nie ten drogocenny kawałek szkiełka leniwy (a może po prostu sprytny) mózg Tosia przestałby przetwarzać obrazy płynące z lewego oka i po jakimś czasie, nawet patrząc przez najdoskonalszą soczewkę Teo nic by nie zobaczył. Jednooczne widzenie, to widzenie bez głębi i właściwego postrzegania przestrzeni. Odpowiednio wczesne zastosowanie soczewki, połączone z ćwiczeniami to szansa na ocalenie (w ostatniej chwili) widzenia obuocznego. To dla Teo szansa na lepszy rozwój umysłowy, ruchowy i (mamy nadzieję) artystyczny.

Nowy wujek Tosia, pasjonat Stoczni Gdańskiej ugościł nas miło w swojej pracowni i taką wypasioną fotę strzelił szlaga.blogspot.com/2014/07/goscie-z-torunia-na-dokach.html?m=1

image

Deszczowy dzień nad morzem, może być jednak udany!

WSPOMÓŻ PIRATA!

Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą” zwraca się z prośbą o wsparcie zbiórki funduszy na zakup specjalistycznej soczewki.

Wspomóż pirata! 

Od niedawna nasz Teoś jest piratem: prawe oko zasłania kolorową przepaską, a lewym patrzy przez lunetę.

Tak naprawdę ta luneta to specjalistyczna soczewka, dzięki której lewe oko Teosia może oglądać świat. A przepaska to obturator zasłaniający prawe oko, żeby to słabsze musiało więcej pracować.

Soczewkę o aktualnej mocy -11 korygującą również niemały astygmatyzm co kilka miesięcy musimy wymieniać na większą lub mocniejszą w zależności od rozwoju gałki ocznej.  Prawe oko już niedługo też będzie takiej soczewki potrzebować. Dwie lunety to już chyba lornetka ???

Ten wspaniały wynalazek, dzięki któremu Teo nie utraci wzroku, wymaga jednak dalekiej podróży, dokładnego badania i kosztownej precyzji wykonania.  A w przyszłości specjalistycznej rehabilitacji.

Niestety ze swojej pierwszej lunety Teo już wyrósł. Pilnie trzeba jechać po następną!

Dlatego w imieniu rodziców Teosia prosimy wszystkich przyjaciół, znajomych i nieznajomych o wsparcie naszego małego pirata. Będziemy wdzięczni za każdy dar serca.

Wpłaty prosimy kierować na konto:

Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”

Bank BPH S.A.: 61 1060 0076 0000 3310 0018 2660

Tytułem: 23255 – Antczak Teofil Ireneusz – darowizna na pomoc i ochronę zdrowia

zdjęcie wspomoż UWAGA, 

jest też opcja dla przelewów zagranicznych.

Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”
SWIFT (BIC): BPHKPLPK
IBAN: PL 15 1060 0076 0000 3310 0018 2615
Tytułem: 23255 – Antczak Teofil Ireneusz – darowizna na pomoc i ochronę zdrowia

apel ang

poszukiwany/ poszukiwana

We wtorek soczwa zgubiła się na dobre…,

a przynajmniej tak myśleliśmy podczas godzinnych poszukiwań w centrum Ciechanowa.

Między kontrolnymi wizytami w ciechanowskim szpitalu wybraliśmy się zwiedzać centrum miasta (słowo starówka byłoby tu znaczną przesadą). Oczywiście średnio co 15 metrów sprawdzaliśmy, czy soczwa nie wypadła. Kiedy już zdawało się, że trzyma się przyzwoicie, kiedy rozluźniliśmy się na tyle, by pomyśleć o zakupach, a sprawdzanie soczwy stało się niestresującą rutyną… zniknęła. Po dokładnym obejrzeniu: Tośka (w ubranku, bez ubranka, a nawet bez pampersa), wózka (we wszystkich warstwach tapicerki i pod..), oka (pod powieką górną i dolną, i w kąciku). Przejrzeniu podłóg w miejscowej drogerii i zaalarmowaniu pracowników sklepu o problemie, zwątpiliśmy we własną percepcję. A może wcale jej w oku nie było, kiedy wchodziliśmy do sklepu? Może nie ma jej już dawno i tylko nam się wydawało, że była? Zaczęliśmy więc szukać wszędzie tam, gdzie spacerowaliśmy, ale elegancka płyta deptakowa z mieniącymi się elementami nie ułatwiała sprawy. Wciąż nurtowało mnie to, jak soczwie udało się wypaść z ochranianego okularami oka i znaleźć się gdzieś poza granicami wózka (który swą szerokością służy nam aktualnie jako wielki łapacz wypadających soczewek).

Niemożliwe?

A jednak, soczwy ciągle nie było, a nam skończyły się pomysły na szukanie.. Wreszcie zrezygnowani wyruszyliśmy z powrotem w stronę szpitala i…

zobaczyliśmy ją!

Wyłaniała się nieśmiało z kącika oka, najwyraźniej zmęczona zwiedzaniem tamtej strony gałki. W ciągu kilku sekund zwinnie trafiła znowu na tęczówkę.

Ufff.. nie do pomyślenia, ile pomieści oczko niemowlaka!