Spóła

Wczoraj: Gotujemy obiad: ja i Lucjan, więc Teo towarzyszy nam w kuchni, siedząc w swoim nowym foteliku „do karmienia”. Wokół mnóstwo zapachów, my ciągle coś podjadamy, dlatego i jemu daję chrupkę, żeby poczuł klimat… Przez chwilę patrzę z zachwytem, jak Teoś pięknie trafia jedzeniem do paszczy, po czym odwracam się, żeby pomóc Luckowi. Nie wytrzymuję jednak dłużej niż 5 sekund i znów muszę spojrzeć na moje samodzielnie jedzące dziecko. Patrzę: Teo zwrócony w stronę Rufusa wymachuje radośnie rękami, a Rufi z miną wywołującą mieszane odczucia, zdaje się komunikować: ale pyszna przekąska…lub może: czy ja właściwie dobrze robię, pałaszuje chrupka. No i czyja to sprawka? Nie wiemy, więc śmiejemy się przez chwilę, dajemy Tosiowi nowego przegryzacza i zapominamy o incydencie.

Dziś przy podwieczorku Toś znów podjada chrupka: dwa ślino-gryzy dla niego i rączka wędruje na dół w stronę Rufusa, który zmieszany: brać, czy nie brać, w końcu podkrada smakołyk. Patrzymy srogo na obu, częstujemy Teo kolejnym chrupkiem i.. Sytuacja się powtarza, tyle, że tym razem Rufus już z podkulonym ogonem wykonuje gest w typie nie chcem, ale muszem, bo choć wiem, że źle robię, psia natura nie pozwala mi przegapić takiej okazji. Subtelnie wyciąga przysmak z małej łapki.