Genetyka

Dzieci z trisomią 21 mają wiele cech wspólnych, a jednak tak bardzo różnią się od siebie wyglądem i upodobaniami. Dodatkowy chromosom nie przeszkadza w dziedziczeniu cech rodziców. Obserwujemy to na co dzień w naszym Dorotkowie. Niby skośne oczy, małe nosy, zmarszczki nakątne…, ale od razu widać, który rodzic przyszedł po jakie dziecko albo czyj to starszy brat czeka na korytarzu. Tak samo jest ze stylem bycia. O. uwielbia czytać książki, A. pozować do zdjęć, Sz. grać na instrumentach, a W. rozrabiać. A .jest bardzo wygadana, a M. raczej zamknięta w sobie.

Rodzice Teo są bibliofilami, więc i on od małego uwielbia książki :D

Na szczęście to nie ambicje rodziców. Tesiek od urodzenia lubi słuchać czytania, a odkąd widzi ostro i w miarę sprawnie siedzi lubi też oglądać książeczki.

Dziś skończył 6 miesięcy i wciąż jest podobny bardziej do tatusia (nasza ślicznota!)

 

Dzień Kolorowej Skarpety 21×03

To już dziś!

W sprawie Teo stwierdziliśmy, że niesparowane skarpetki to po prostu hit modowy, który będziemy praktykować przez cały rok.

W sprawie pozostałych niesparowanych skarpet: uwieczniona na zdjęciu próba generalna miała miejsce już tydzień temu.

Dziś do założenia skarpet nie-do-pary udało nam się namówić także ciocie,dziadków i znajomych. W dodatku zwykle nielubiący masowych akcji dziadek Maniek dumnie zademonstrował swoje skarpetki podczas prowadzonej na szkoleniu prezentacji.

Trudne Czasy

20 dni bez żadnego wpisu, a na Fb totalny brak zdjęć…Tak, to oznaka tego, że nie mamy w domu taty. 3 tygodnie temu Lucjan wybył na szkolenie i zostawił nas bez motywacji do pisania…, a tak naprawdę: bez samochodu. Okazało się, że komunikacją miejską wszędzie jest dużo dalej, kawały dróg trzeba zawsze pokonywać na piechotę, a w rozkładzie chodzenia nie ma miejsca na nieprzewidziane spóźnienia.. Wszystkie te rozjazdy i „spacery” tak zawładnęły moim czasem i energią, że pomimo wielkiego wsparcia babci Anki (zastępującej nam przez te 3 tygodnie tatę) zaniedbałam skrzętne kolekcjonowanie wspomnień Teo zarówno na blogu, jak i w albumie ze zdjęciami.

A tymczasem tyle się wydarzyło…

Teoś zaczął się śmiać, a w zasadzie rechotać,często, chętnie i bardzo głośno. Zaczął także gugać,babać, łełać, wyciągać łapki po przedmiot, podnosić się do siadania, dobrze bawić się na basenie… Najprawdopodobniej też zaczął ząbkować…( upatrzył sobie do gryzienia szczególnie maminy nos).

Polubił masażyki okraszane opowiadaniami, noszenie w pozycji na fasolkę, ćwiczenia z ciocią Dorotą (bez obecności mamy), ssanie jabłka, naukę klaskania.

Przeżył Chrzest Święty i pierwszą wizytę w teatrze.

Dostał katar, a wraz z nim inhalator. Stał się również posiadaczem wielu książek.

Trudno być samotną matką i to bez samochodu (za to z psem).

 

SPA odsłona nr dwa

Zrobiliśmy to!

Najpierw:

w dwóch największych garnkach zagotowałam wodę do przyrządzania kaszy manny, jednocześnie gotując w czajniku i przelewając do wanienki kolejne porcje wrzątku..,

jednocześnie mieszając mąkę ziemniaczaną w niedużym rondlu z zimną wodą.

Ufff!

Następnie wlałam przygotowany w rondlu roztwór do zgromadzonego ukropu i…

okazało się, że nie był to najlepszy przepis na kisiel- wyszedł mi mleczny, wodnisty krochmal :/

Dopiero wtedy Lucjan poinformował mnie o konieczności zagotowania powstałej substancji.

Chochlą nalewałam zawartość wanienki do wszystkich pustych garnków garnków. Gotowałam wszystko kolejno na wolnych dwóch palnikach i wlewałam z powrotem do wanienki..

Udało się! wanienkę wypełnił białawy kisiel!

Tak, cały czas mieszałam kaszę mannę w dwóch największych garach, ostatecznie dodając do niej całą paczkę ryżu.

Teraz czekanie aż wszystko trochę wystygnie. Robimy masaż Shantala i zaczynamy zabawę!

Teo:

najpierw zdziwiony, potem zadowolony, wreszcie zrelaksowany. W śliskim kisielu ruchy wychodziły mu sprawniej, nogi wędrowały wysoko do buzi, po czym chlupały z rozbryzgiem na okoliczne ściany. W końcu wyciągnął się, ręce założył za głowę i delektował się żelowym ciepełkiem niczym w SPA.

Z manno-ryżem było równie fajnie. Drobinki kaszy osadzały się na całym cielsku, a cięższy ryż z dna wanienki masował plecy. …

A ile zabawy miały nasze dorosłe dłonie paplając się w tych mieszankach!

Tylko jeszcze nie dopracowaliśmy końca całej przyjemności.  Kto będzie po tym wszystkim sprzątał i jak przenieść Teosia pod prysznic bez krochmalenia moich spodni, koszuli oraz podłogi pod nami??