pozytywne wibracje cz.2

Zniecierpliwienie w oczekiwaniu na nowy gadżet wzrosło tak, że postanowiliśmy skontaktować się z dostawcą, oto wiadomość otrzymana w odpowiedzi:

Witam,

Masażer zostanie wysłany dopiero jutro. Niestety mieliśmy problemy z systemem informatycznym w firmie i wysyłka towarów się opóźniła;/ Z racji tego do paczki dodamy prezent gratis tak aby zrekompensować dłuższe oczekiwanie. Paczkę wyślemy jutro rano więc powinna być w piątek na miejscu;)
Przepraszamy za zaistniałą sytuację.

Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru;)

sexshop

Prezent gratis?? ciekawe czy też nada się dla Teosia ??

pozytywne wibracje

Masażer łechtaczki- na ten gadżet czekamy z niecierpliwością całą rodziną. Zakupiony w sex shopie, w okazyjnie niskiej cenie, przybędzie do nas paczką Poczty Polskiej w nadchodzącym tygodniu. Po co? Czyżbym marzyła o oryginalnych doznaniach seksualnych? Ha, ha…niestety, rozczaruję Was! Ten wyjątkowy przyrząd o wdzięcznej nazwie jest niezbędny do masowania punktów Moralesa na buzi Teo! Trochę nas ten zakup zawsztydził. Trochę też czujemy się zażenowani (absurdalnością rynku), ale przede wszystkim mocno rozbawieni, bo zakupiony przez nas sprzęt, to nic innego jak wibrator logopedyczny. Poczułam właśnie, że muszę zamieścić na blogu niezwykle ważny apel: „ UWAGA! WSZYSCY ZAOPATRUJĄCY SIĘ W POMOCE LOGOPEDYCZNE! Sprawdźcie dokładnie, bo być może i wybrany przez Was sprzęt, to nic innego jak masażer łechtaczki… Nie dajcie się oskubać kupując sprzęt logopedyczny za 200zł!” My sprawdziliśmy i zaoszczędziliśmy, nasz sprzęt pochodzi od tego samego producenta ; marka ta sama; model ten sam; wygląd, kolor, kształt także; końcówki identyczne. Brakuje tylko papierkowej naklejki z napisem „terapia logopedyczna”, no i cena jest 80% niższa. Tak więc będziemy masować twarzyczkę Teosia gadżetem z sex shopu. To nic.. świetnie się wpisze w klimat najnowszych zabawek: pumeks, prażona kukurydza, folia bąbelkowa.

Zima zła

Nie lubię zimy (ja – mama) powinnam mieć w tym czasie refundowane wczasy w ciepłych krajach lub zabieg hibernacji dla całej rodziny. Powinno się obowiązkowo przesypiać wszelkie mrozy i pluchy aż do utopienia marzanny. Tymczasem trzeba jakoś codziennie funkcjonować, a w przyszłym roku to pewnie jeszcze będzie trzeba ulepić bałwana…

Z tegorocznej zimy zapomnieliśmy się cieszyć. Dobrze, że Teo nie będzie pamiętał tego zaniedbania. Pierwszy śnieg, a my na spacerze. Jednak zamiast wyciągnąć Tosiową łapkę żeby łapała delikatne, zimne płatki, zamiast otworzyć budkę wózka i pokazać szeroko otwartym oczom (w ostatnim czasie notujemy brak snu podczas spacerów) wirujące białe gwiazdki założyliśmy na głowy kaptury, na wózek przeciwdeszczowy ochraniacz i po zliczeniu obowiązkowego spaceru podreptaliśmy zmarznięci do domu. Brrr… co w tym takiego pięknego?

Od 3 dni zamiast śniegu mamy mrozy, ale dopiero wczoraj zdecydowaliśmy się na spacer. Ja z poświęceniem godnym matki, Teo z czerwonym nosem- zadowolony. Urodził się jesienią, jeszcze nie doświadczył przyjemności płynącej z wygrzewania się na słońcu. Przy takiej mamie raczej nie będzie fanem zimowych atrakcji (mam nadzieję!).

Wielka szkoda że nie  mieszkamy w Dolinie Muminków, albo przynajmniej w bardziej ciepłym klimacie.

gospodarka centralnie sterowana

Nadmiar czasu co cztery lata znajduje swoje ujście w roku przestępnym, czy trisomie też są ujściem dla jakiegoś nadmiaru? Czasem, tak właśnie o tym myślę, jako o czymś koniecznym w organizacji natury. Zastanawiam się jednak, czy gospodarka tym nadmiarem jest jakoś centralnie planowana, czy ktoś tam na górze wybiera, które z dzieci otrzyma dodatkowy chromosom, i czy potrafiłby odpowiedzieć, dlaczego właśnie to…

Nieskromnie powiem, że my czujemy się wybrani. Nie tylko mama i tata, ale także dziadkowie, wujostwo i przyjaciele. Bo gdzie Teo miałby lepiej, niż w rodzinie z przewagą pedagogów i humanistów? Z tatą, który robi cudne zdjęcia, z dziadkiem, który uczy dykcji, z upartą w dążeniach edukacyjnych babcią i drugą, pękającą z dumy z każdego najdrobniejszego Tosiowego osiągnięcia. Z wszystkimi ciociami, wujkami, ciocio-babciami i dziadko- wujkami, którzy się troszczą, wygłupiają, masują, rehabilitują, obdarowują, służą radą i pomocą. W końcu, gdyby przyszło Tośkowi mieszkać pod innym adresem, w mieście, gdzie nie ma cudownego Dorotkowa, jeździć na wakacje, gdzie indziej niż do Wylazłowa, do swojej kozy mlekodajnej, do jajek od kur dziobanych, do stodoły, w której wkrótce zamieszka koń albo kucyk, mieć dalej niż 40 km do dziadków, którzy niespodziewanie wpadają z wizytą i jak zawsze kolejnym pluszakiem do kolekcji… to czy miałby równie szczęśliwy start?

Widząc jak Teoś zmienił nasze życie, myślę jednak, że nie tylko my zostaliśmy wybrani dla niego, ale także on dla nas, żeby przypomnieć nam jaką jesteśmy dużą i silną rodziną, jak wielu jest wokół nas prawdziwych przyjaciół, i że nawet w Polsce, którą wszyscy tak krytykują, można znaleźć wsparcie szczerze pomagających fundacji i oddanych sprawie lekarzy (choć pewnie na to się jeszcze nie raz będziemy uskarżać)…

To moja refleksja noworoczna, spóźniona o 10 dni leniuchowania przeplatanego z pracowitą rehabilitacją; zmartwień bo katar, kaszel, bo główka coś słabiej się podnosi i radości, że coraz więcej słyszymy „gugu”, coraz więcej widzimy uśmiechów, a małe łapki coraz sprawniej chwytają.

Szczęśliwego Nowego Roku!