Everyday

Tosiek właśnie skończył 2 miesiące, a ja od babci Anki dostałam ochrzan, że nie zapisujemy, nie rejestrujemy, nigdzie nie uwieczniamy w sposób regularny postępów, jakie robi. Być może faktycznie pora na jakieś podsumowanie.

29.11 Pierwszy nieprzespany i/lub nieprzepłakany spacer. Wyszliśmy późnym popołudniem, więc już zaczynało szarzeć. Ciemne drzewa na szarym niebie w parku wyglądały najwyraźniej tak ciekawie, że Tosiek całkiem się obudził i patrzył na to wszystko wielkimi jak pięć złotych oczami, potem doszły latarnie i światła sklepowych szyldów, i okrzyki złości, gdy tylko próbowaliśmy zamknąć budkę wózka.

28.11. Teo skończył 2 miesiące. Dowiedzieliśmy się, że bioderka Tośka rozwijają się prawidłowo.

26.11. Nowa ulubiona zabawa: „kląskanie”.Tosiek leży na kolanach wpatrzony w twarz mamy lub taty, lub cioci Tiny (logopedki). Przygląda się w dziwnym wygibasom, które robimy ustami i wsłuchuje się w dźwięki, które przy tym wydajemy. Możecie nie wierzyć, ale otwiera swój coraz większy dziób próbując też kląskać, mlaskać i cmoka, co oczywiście jeszcze mu nie całkiem wychodzi. Zabawę tę uprawiamy na siedząco, leżąco i nosząco. Teoś ją uwielbia, o czym świadczy jego nawet kilkunastominutowe zainteresowanie.

25.11. Odkrycie nr 1: pierwszy kontakt (dotykowy) z Rufusem. Choć Rufus jest kontrastowy, bo czarny, dotychczas Tosiek wcale go nie zauważał. Od pamiętnego wtorku Teo głaszcze Rufusa otwartą dłonią. Psu jest to obojętne, zależy mu tylko na możliwości powąchania brudnego pampersa, do którego dobiera się z apetytem, jak tylko spuścimy go na chwilę z oczu.

25.11. Odkrycie nr 2: Radio. Teo chce być noszony z sypialni do kuchni, już nie tylko dla pięknego światła wpadającego przez okna połaciowe, ale także wieczorem, żeby słuchać radia. Wierci się na łóżku w sypialni, marudzi, a wniesiony do kuchni, siedzi spokojnie na kolanach wsłuchując się w dźwięki. I wszystko mu jedno, czego słuchamy.

25.11. Odkrycie nr 3: Pierwszy uśmiech do mamy (choć babcia i tata upierają się, że już to widzieli).

7 /8 t.ż. Uszy i oczy. Teo przestał interesować się grzechotkami. Nie reagował, nie odwracał głowy. Strasznie się martwiłam… Na szczęście ostatnio wszystko wraca do normy i już rytmicznym grzechotaniem udaje nam się przekonać małą główkę do odwrócenia w odpowiednią stronę. Z pewnością jednak Tosio najlepiej reaguje na bodźce wzrokowe: kolory, odblaski. Szczególnie lubi metaliczne elementy odbijające światło.

od 20.11. Ćwiczenia na piłce. Teo Bardzo lubi gimnastykę na brzuchu, podpierając się na rękach unosi wysoko główkę i utrzymuje dość długo. Pani fizjoterapeutka bardzo chwali nasze postępy. Niestety ćwiczenia na boku to zmora. Choć Tosiek zwykle śpi na boku i już od 7 t.ż sam sprawnie przewraca się na bok, ćwiczenia w tej pozycji zwykle kończą się płaczem.

Od 5 t.ż. Przyzwyczajanie do samodzielnej zabawy. Żeby spokojnie zjeść śniadanie kładziemy Tośka na macie edukacyjnej. Z każdym dniem coraz bardziej się nią interesuje. Nasza mata jest świetna, bo można do niej przyczepić dowolne zabawki. Teo najbardziej lubi plastikowe korale (z okresu wczesnej młodości cioci Agi). Dookoła maty rozkładamy karty kontrastowe i mamy Tośka z głowy na jakieś 15 minut (stan na dzień dzisiejszy), czyli starczy, żeby w miarę spokojnie zjeść.

Zasypianie: Teo kojarzy szeptanie z zasypianiem. Nawet jeśli nocą całkiem się rozbudzi, bo np. z powodu wycieku pampersa, trzeba było do przewijania włączyć światło. Wystarczy przytulić go i poszeptać bajkę, a z powrotem zasypia.

Ulubione zabawki: karty kontrastowe z czerwonymi elementami, piłeczki do masażu, szeleszczące elementy sensorycznych maskotek, dzwonek bożonarodzeniowy na czerwonym sznurku, plastikowe korale po cioci Agacie, maskotka krowa z makaronikowatą sierścią- świetną do chwytania.

Czy wszystko spamiętałam- nie wiem. Ochrzan babci Anki w każdym razie był słuszny.

Obiecuję poprawę.

 

 

czekając w międzyczasie

Czekamy na wyniki kariotypu. Miały być po 4 tygodniach, więc do Zakładu Genetyki zadzwoniliśmy profilaktycznie już po 3- kazali czekać jeszcze półtora. Odczekaliśmy niemal skreślając kolejne daty w kalendarzu i zadzwoniliśmy znów..(no dobrze, prawda jest taka, że w międzyczasie zadzwoniliśmy tam jeszcze raz, żeby się upewnić, czy na pewno nic nie pojawiło się wcześniej, a przy okazji dowiedzieć, jaka będzie z tym wszystkim dalej procedura). W końcu umówiony piątek, dzwonimy już o 8 rano, gotowi żeby od razu jechać do Bydgoszczy, ale wyników brak- mamy dzwonić w poniedziałek. Czekamy więc do poniedziałku .

Na szczęście weekend umiliła nam inwazja cioć- czyli moich koleżanek/ współlokatorek z liceum- w liczbie 3, rozgadanych do groźnego poziomu decybeli młodych bab i jednego 7 latka. Przez dobę mieliśmy w domu (50 m2) dwie matki, jedną żonę, jedną wciąż szukającą singielkę, 2 synów, siostrę, męża, psa, królika, zbyt dużą ilość słodyczy oraz  planszę do chińczyka…

Teoś zniósł wszystko bardzo dzielnie, chyba wyczuł że mama musi odpocząć  i starał się być grzeczny. Nawet minęły mu problemy z kupą, a ćwiczenia i masaże przebiegały wyjątkowo sprawnie. Jednakże ilość hałasu generowana z 4 gaduł, które spotkały się w starym składzie po 7 latach przerwy przerosła wytrzymałość  Teo i taty. Oboje szybko padli ze zmęczenia w sobotę, długo spali w niedzielę i do teraz delektują się panująca w domu ciszą…

PS. w międzyczasie zaliczyliśmy pierwszą wizytę szczepienną (zdecydowaliśmy się na szczepionkę 5 w 1 + żółtaczka oraz państwowe pneumokoki, na które Teoś załapał się jako wcześniak; zrezygnowaliśmy z rotawirusów). Bolały bardzo- Tośka uda i ramię, a mnie serce kiedy Teo po każdym zastrzyku wybuchał płaczem, takim którego (na szczęście!) jeszcze nigdy wcześniej nie słyszałam. W tym momencie nie cieszyło mnie wcale to, że Tosiek prawidłowo reaguje na ból, co na początku jego życiowej kariery niekoniecznie mu wychodziło..

Minęło kilka dni i nic nie pamiętamy, choć mam nadzieję,że Tośka organizm pamięta i taka ilość cierpień  nie poszła na marne..

droga mleczna

Najpierw Teo był drobnym wcześniakiem- za małym, za słabym, za chudym, żeby dać sobie radę z ssaniem  piersi. W dodatku moje mleko było pełne chemikaliów z obowiązkowego w ostatnich dniach ciąży leczenia.Poza tym Teo, mając  wsparcie położnych, zasmakował sztucznej mieszanki z butelki…
Musiałam się w końcu  zbuntować, pozbyłam się niepotrzebnych medykamentów i do butelki zaczęło trafiać mleko mamy. Szybko zamieniliśmy butelkę dla wcześniaków  na taką normalnych rozmiarów.
Równolegle cały czas próbowłam przekonać Teo do piersi- bezskutecznie. Nie chciał, nie interesował się, nie łapał, było mu niewygodnie leżeć pod moim wielkim cyckiem, który nad nim dominował.
Wprowadziliśmy kapturek i dalej odciągałam coraz to większe ilości mleka. Kapturek jednak śednio się przyjął, a mnie laktator nawiedzał w sennych koszmarach..
Zaczęliśmy masowanie paszczy Tośka- najpierw, jeszcze w szpitalu wnętrza buzi, potem po spotkaniu z panią logopedą także całej twarzy.
Regularne masaże, wizyta w poradni laktacyjnej, wprowadzenie trudniejszej butelki (Medela Calma) i Teo wreszcie załapał! Początkowo  tylko z jednej piersi, wytrzymując niezbyt długo, szybko łapiąc zadyszkę… po kombinacji rozmaitych pozycji też z drugiej … ZAŁAPAŁ,ŻEGNAJ LAKTATORZE!!
Tak mi się przynajmniej wydawało…
Zachęcona jego chętnym ssaniem postanowiłam spróbować zaaplikować mu jedno karmienie tylko z piersi, bez uzupełniania butelką i liczenia mililitrów. Teo chętnie otwierał paszczę, łapał cycka, miętosił, (co mi wygładało na ssanie) a nawet przełykał,  potem pięknie bekał i brał się za następnego. Robił sobie częste przerwy, ale bekał, łykał.. wydawało sie, że wszystko ok., jednak po pół godziny od posłku znów cmokał i marudził o kolejną porcję, potem jeszcze raz, i jeszcze…, i tak przez 6 godzin bez przerwy ciągłe marudzenie, jedzenie .. zero spania..

W końcu, kiedy marudzenie osiągnęło apogeum, a Teo odmówił kolejnego przystawienia do piers, poddałam się i dałam mu butelkę… Pił spokojnie do ostatniej kropli z dużym zadowoleniem na buzi.
TOTALNA PORAŻKA..
Następnego dnia rano zaliczając kolejne podejście do naturalnego karmienia zanalizowaliśmy problem: Teo jest leniuchem.  Owszem ssie, prawidłowo rusza rzuchwą, przełyka, ale tylko tyle pokarmu, ile z łatwościa samo wylatuje z piersi. Gdy tylko spada ilość mleka, a wzrasta trudność ssania, kończy zadanie.
Jak go zmobilizować do dalszego ssania,  wytłumaczyć mu, co ma robić dalej, żeby mleko leciało dalej?

Czasem wołamy na Tośka Ufiaczek, ale z pewnością jest to kosmita z jakiejś odległej galaktyki, a nie z sąsiedztwa naszej Mlecznej Drogi…

 

Od pierwszego tygodnia masujemy Tośkową paszczę. Masaż opiera się na kolistych ruchach (od końca w głąb języka, potem podniebienia, wewnątrz policzków, wewnątrz warg i  wzdłuż dziąseł). Następnie twarz kolistymi ruchami od centralnej części twarzy, sprowadzjąc ruchy do skroni. Najpierw od środka czoła, od zewnętrznych kącików oczu, kącików nosa, kącików warg. 

Punkty Moralesa do pulsacyjnego uciskania: pojedyńcze: między oczami, nad górną wargą nad dolną wargą, na brodzie podwójne: zewnętrzne kąciki oczu, kąciki nosa, kąciki ust. 

 

 

Nie wiadomo czy od codziennych masaży, czy ogromnych ilości wciąganego mleka buzia Teosia z każdym dniem coraz bardziej przypomina książyc w pełni.

W szponach paniki (autor: babcia Anka)

No to przeżyłyśmy jesienny horror, dwie głupie panikary, czyli ja babcia i ona- mama Teośka. Zaczęło się od tego ,że Teo zaczął w nocy rzygać… My , przygotowane internetowo na rozmaite ewentualne problemy zdrowotne dziecka z ZD oczywiście od razu rozpoznałyśmy : zwężenie… , przetokę…, i jeszcze ze trzy możliwe przypadłości. Wpadłyśmy w panikę… Kal nawiązał kontakt mailowy z mamą dziecka z problemami pokarmowymi, wcale nas nie uspokoiła…Napięcie rosło… Już spakowana walizka szpitalna czekała…zastanawiałyśmy się tylko – jechać, poczekać….Poczekałyśmy i …wszystko wróciło do normy. Mały rzygnął jeszcze parę razy, potem odespał ten wysiłek i rano był gotów znów jeść, a właściwie żreć, bo straszny z niego obżartuch. Mimo wszystko zrobimy mu usg brzuszka, bo jakoś ciężko trawi. Mam poważne obawy, co wyrośnie z dziecka , o które wszyscy się aż tak martwią i panikują przy byle jakiej okazji. Ono chyba czuje nasz niepokój i potrafi go wykorzystać- dziadek nosi go bez przerwy… a gdy go nie ma, biedna mama nie może niczym się zająć, bo Tosiek oczywiście chce oglądać świat w pozycji napierśnej pionowej, przedniej. I co robić?!

przypadki Teo

Na początku trochę się śmiałam, a trochę bałam, że Teo będzie miał problemy z poprawną deklinacją, bo jego imię przez przypadki się przecież nie odmienia. Będziemy chodzić na spacery z Teo, kupować zabawki dla Teo, itd… ale na szczęście nasza słowotwórcza rodzina zadbała o to, by umiejętności językowe Teo rozwijały się szybko, szeroko i kreatywnie.

I tak Teo jest też: Teosiem, Tosiem, Tośkiem, a także Ufiakiem i Ufiaczkiem (od UFO oraz od ufać), Kocią lub Kostkiem, (bo bywa podobny do swojej praprababci Koci), Marmurkiem (ze względu na marmurkową cerę), Nikundusem (takie określenie na niemowlaki mają ciotki Marysia i Agata), Niuńkiem (to bydgoska odmiana Nikundusa w wykonaniu babci Wandy), Falconettim, (gdy patrzy na świat tylko jednym okiem), a ostatnio także Burakiem Cebulakiem (z racji swojego tyjącego nieproporcjonalnie ciałka i czerwoności twarzy podczas robienia kupy).*

Jedno jest pewne, jako kochająca matka powinnam zadbać, by żadne z mniej atrakcyjnych przezwisk nie weszło na dłużej do użycia. Mnie w dzieciństwie nazwano Kalafiorem (a przez to dalej Kalem, Kaloryferem, Kalkulatorem..) i do teraz tak mi już niestety zostało..

* Jeśli pominęłam jeszcze jakieś przezwisko, proszę o uzupełnienie.

Tosiek dziś pierwszy raz spróbował herbatki. Nie był zachwycony.

CO BY BYŁO, GDYBY…

BAJKA TRZECIA DLA TEOSIA (która przyśniła się babci Ance dzisiejszej nocy)

CO BY BYŁO, GDYBY…
któregoś listopadowego dnia Ten, Który Wie Wszystko i o Wszystkim Decyduje, spojrzał z góry na Ziemię, którą tak dawno temu wymyślił i stworzył według misternego planu. Z uwagą obserwował ludzi. Oj, nie spodobali Mu się, nie… Wojny nie wiadomo z jakich powodów, zbrodnie, obłuda, żądza posiadania przesłaniająca wszystko , co miało być ważne, szyderstwa wzajemne, mściwość, jednym słowem zbyt mocno rozpleniło się ZŁO. Niewielu znalazł ludzi zasługujących na to, by tak ich nazywać.
- Co to za stworzenia?! Czy nic nie jest w stanie pomóc im zrozumieć, co to znaczy ŻYĆ? Przecież doświadczyli już potopu, klęsk chorób, rozmaitych plag i nieszczęść, które miały ich nauczyć solidarności, miłości, szacunku dla życia. Sami dążą do zagłady, bo w końcu, żeby uratować świat, będę musiał zniszczyć to, co stworzyłem.- denerwował się Ten… – Czy istnieje sposób, by ich uratować, zmienić?- zastanawiał się…
Nagle swoim wszystkowidzącym okiem wypatrzył gdzieś w środku Europy miasto, Toruń, a w nim w mieszkanku na poddaszu starej kamienicy młodą rodzinę. Z pewnością domyśliliście się już kogo: Mamę, Tatę i ich synka Teofila. Z czułością zerkał , jak zajmują się skośnookim Teo, jak cierpliwie ćwiczą małe ciałko, żeby nabrało sił. I właśnie wtedy wpadł Mu do głowy pomysł. To proste! Przecież wystarczy tak zadziałać, że wszyscy LUDZIE, którzy odtąd zjawią się na Ziemi będą mieli dodatkowy 21. chromosom. Dlaczego właśnie ONI? Bo to ONI sprawdzili się w swoim człowieczeństwie. Może nie było wśród nich wielkich uczonych, odkrywców, zdobywców, ale nie było też żadnego szaleńca żądnego władzy i ani jednego zabójcy. Wszyscy natomiast mieli wrodzoną życzliwość, lubili towarzystwo, dobre jedzenie. Cenili przyjaciół i uroki ŻYCIA. Po prostu je kochali. Tak, to była niezła myśl…
Minęło wiele lat i Ziemię zaludnili, zgodnie z Jego nowym planem, skośnoocy, szczęśliwi, zadowoleni nosiciele chromosomu 21., Trisomici.
To byłoby szczęśliwe zakończenie ? Nie, nie, On jest realistą…A co z postępem, rozwojem cywilizacji, technologiami. Ewolucja rządzi się przecież swoimi prawami, jednym z nich jest ciągły rozwój i dostosowanie się. Za następnych wiele, wiele lat okazało się ,że Trisomici nabierają wiele „ludzkich” cech, tych sprzed przemiany. Stali się rozumni, więc szybko nadrobili straty. Ale…Pojawili się ci, którzy kochają władzę i są gotowi dla niej poświęcić wszystko, tacy, dla których pieniądze są celem najważniejszym. Sporo było też takich, którzy z przyjemnością szkodzili innym, lubili intrygi, cieszyli się cudzym nieszczęściem. Słowem, wszystko wróciło do NORMY.

Transformers

Zastanawiałam się czy nazwać to zjawisko transformacją, czy może przepoczwarzaniem, i czy ktokolwiek mi w to uwierzy, ale…
Teo znów smacznie przespał całą niedzielę (może dodatkowym chromosomem wyczuwa kiedy przypada weekend? ). Budził się tylko do jedzenia, a jadł sporo. Myśleliśmy, że po całodniowej drzemce da nam popalić w nocy, ale spał grzecznie do rana, z jedną tylko przerwą. Obudził się wcześnie w poniedziałek rano i… okazało się, że jest zauważalnie większy niż raptem dobę temu. Dłuższy, okrąglejszy, ma większe dłonie.. Zauważyłam to ja, obserwację potwierdziła ciotka Agata, ale tato i babcia Anka, trochę się z nas śmieją…
W każdym razie Tosiek wygląda teraz jak pełnowymiarowy noworodek, a ja to nowe zjawisko nagłego wzrostu dołączam do listy Teosiowych zjawisk paranormalnych (poniżej).

  •   już od pierwszych tygodni życia Teo nocą nadstawiał się do gyzania po plecach;
  •   jak zahipnotyzowany ogląda wielkie portrety przodków wiszące nad kanapą w  domu dziadków Kameckich;
  •  dobrze wie kiedy przypada weekend, co objawia chęcią do dłuższego spania rano i  większej ilości drzemek w ciągu dnia;
  •  podczas snu zmienia wygląd, a babcia Anka uważa, że przy każdym spojrzeniu na niego widzi trochę inne dziecko;
  •  po całodobowym śnie wyraźnie zwiększa swoje rozmiary.

Być może kosmiczne sny babci Anki mają w sobie coś z prawdy… ;)

„POWITANIE”

BAJKA DRUGA DLA TEOSIA  (autor: babcia Anka)

Była raz sobie dziewczyna, która poznała chłopaka. Zakochali się w sobie i postanowili być razem. Do szczęścia brakowało im tylko dziecka. W końcu doczekali się i w brzuchu Mamy rozwijała się FASOLKA.  Nadszedł czas, żeby zobaczyła świat. Pewnego wrześniowego dnia urodził się chłopczyk, którego Mama i Tato nazwali Teofilem, ale to już wiecie z poprzedniej bajki…

Główny Biały Fartuch obejrzał maleństwo i zakomunikował szczęśliwej mamie, że jej dziecko nie jest „normalnym” dzieckiem,  ma bowiem  ZD, a TO może wiązać się z licznymi wadami i problemami. Radość Mamy ściął mróz strachu, przerażenia i paniki: Co teraz będzie?!  Dlaczego…?! Czy nasz Teoś słyszy, a może nie widzi… co z jego serduszkiem? Potem przyszła ogromna żałość , Mama płakała całą noc, nie potrafili pocieszyć jej nawet rodzice. Tymczasem maleńki Teo leżał sobie i wygrzewał się w „ocieplaczu ze sztucznym słońcem”, żeby nabrać sił. Następnego dnia Najgłówniejszy Biały Fartuch bezlitośnie wyjaśnił, że mamusie zwykle nie decydują się na urodzenie TAKIEGO DZIECKA, wolą, żeby nie przyszło na świat. Teoś jest i na pewno da sobie radę, ma przecież takich wspaniałych Rodziców. W końcu tobołek z synkiem wylądował w ramionach Mamy i Taty. Różowiutka, piękna buźka, dwie drobniutkie rączyny i nóżki , czyli ma wszystko, co powinien mieć. Pospieszyły zewsząd ciotki – wróżki z życzeniami, gratulacjami, z pomocą, wsparciem. Z dalekiego kraju przyleciała stalowym ptakiem najstarsza ciotka powitać swojego siostrzeńca i stwierdziła, że dzięki niemu stała się mądrzejsza i lepsza, bo wiele musiała przemyśleć i zrozumieć. Druga, najmłodsza  zauważyła, że już nie będzie najważniejsza, bo wszyscy oczywiście teraz najbardziej będą kochać Tośka… Serca trzech Babć i Dziadka Mały podbił z miejsca swoim 21 chromosomem. Zaczęło się przejaśniać, przez strach prześwitywała nadzieja, tym bardziej, że powoli okazywało  się, że oczy widzą, uszy słyszą, organizm jest zdrowy(nie licząc małego defektu serduszka). Na dodatek ciotka Wiedźma(ale z tych dobrych, wiedzących), obejrzawszy Teośka bardzo dokładnie, pocieszyła, że zdrowie mu będzie dopisywać i, że duszę to ma artysty!

I co Ty na to, Teosiu? Dzięki Tobie odkryliśmy , że jesteśmy wspaniałą Rodziną, mamy Prawdziwych Przyjaciół, a Ty możesz liczyć na wsparcie wielu wspaniałych Ludzi na całym świecie! Witaj, Maleńki!